B O C I A N Y
FORUM MIŁOŚNIKÓW PTAKÓW I PRZYRODY

WITAMY WSZYSTKICH SERDECZNIE
I ZAPRASZAMY DO MIŁEGO SPĘDZENIA CZASU Z NAMI

INFORMACJE Z KRAJU I ZE ŚWIATA - Informacje o ptakach /ciekawostki/

Iwonami - 2007-03-07, 00:54
Temat postu: Informacje o ptakach /ciekawostki/
Jak działa ptasia "mafia"?

Chcąc podrzucić swoje jaja do gniazd innych gatunków, ptak, zwany starzykiem brunatnogłowym (Molothrus ater), stosuje typowo mafijne zagrywki - informuje serwis "EurekAlert".
Podobnie jak kukułki, wiele gatunków ptaków nie zajmuje się wychowaniem piskląt, tylko podrzuca jaja do cudzych gniazd. Choć pisklęta nie wyglądają na potomstwo gospodarzy, ci ostatni troskliwie się nimi zajmują. Dlaczego?

Jak dowodzą badania prowadzone przez Jeffa Hoovera oraz Scotta Robinsona, dotyczące ptaków z rodziny gajówek, starzyki stosują lubianą przez zorganizowanych przestępców taktykę zastraszania. Okazało się, że 56 procent gniazd ptaków, które odrzuciły obce jaja, zostało splądrowane przez starzyki, podczas gdy tam, gdzie jaja spotkały się z dobrym przyjęciem, doszło do plądrowania tylko w 6 procentach przypadków. Jeśli splądrowane gniazdo zostało odbudowane, w 85 procentach przypadków znajdowały się w nim jaja starzyka.

Ogółem gajówkom, które odrzucały jaja starzyków, udawało się wychować mniej potomstwa, niż tym, które godziły się opiekować cudzymi pisklętami. Z punktu widzenia ewolucji lepiej iść na współpracę z pasożytami - zauważają autorzy badań.

http://wiadomosci.onet.pl/1498503,16,item.html

maja - 2007-03-07, 21:15

O rety, gangsterskie metody w świecie zwierząt.
Płacisz haracz, albo ci zdemolujemy...

Iwonami - 2007-06-12, 22:27

Ciekawy artykuł w ostatnim numerze "Przyjaciółki"
(zdjęcia można powiększyć, wtedy łatwiej się czyta)



Iwonami - 2007-06-13, 00:37

Dobrochnie nie otwierają się zdjęcia, daję więc dodatkowe miniaturki, otwierają się duże, też łatwe do przeczytania, a warto przeczytać bo historia jest nieprawdopodobna.




dobrochna - 2007-06-13, 10:37

Iwonami.DZIĘKI stokrotne.Historia nieprawdopodobna!!!Kochany Kajtek ale swoje zdanie ma. :lol: Zobacz-takiego malucha udało się ochować i jeszcze nauczyć latać.SUPER!!! :P :
To tylko dowód na to,że ludzkie interwencje mają sens i nie jest to żadna zbędna ingerencja w naturę. :/:
A to w ramach rewanżu.Popatrz,jak spaceruje bocian na łące; :/:
Film 1>> i Film 2>>
oraz zobacz,jaka ciekawa przesyłka trafiła do weterynarza w Bułgarii w grudniu 2006r.Tu trzeba wykazać kilkuminutową cierpliwość,ale warto. :lol:
Film 3>>

dobrochna - 2007-06-14, 08:39

Iwonami-podaję za Onka84 artykuł: Bocian wybrał wolność z 12-kwietnia>>.To chyba ten sam Kajtek!!! Toż to dopiero wędrowniczek i może do Afryki w tym roku wybierze się??? :052:
dobrochna - 2007-07-05, 22:51

Dzięki miłośnikowi przyrody (i za Jego oraz żony pozwoleniem) o którym już wspominałam--p.Jankowi, ukazały się 2-artykuły w "Głosie Zabrza" w sprawie postawienia nowego gniazda dla jego podopiecznych z Mikulczyc.
Oto one w formie do powiększenia,jako,że w pełnych rozmiarach nie nadawałyby się do przeczytania na forum (sprawdzałam). :052:

I-część:




II-część:


dobrochna - 2007-07-11, 11:14

Ponieważ Iwonami nie miała czasu-podaję ciekawą informację,którą ona wyszukała. :/:

Sensacja w (warszawskim) Zoo: wykluły się dwa bataliony - 06.07.07r.
Pierwszy raz w polskim ogrodzie zoologicznym wykluły się bataliony. - Są takie śmieszne, że nazwę je Flip i Flap - mówi ich opiekun dr Andrzej Kruszewicz.
Ptaki wykluły się w piątek w południe. Najpierw zaczęło się kiwać ciemnooliwkowe, czarno nakrapiane jajko, a po chwili przez skorupkę widać było przeciskający się dziób pierwszego z ptaków. - Pisklęta są puchate, brązowo-czarne. To dwa samczyki - uznał ornitolog. Żeby pisklęta wykluły się na pewno, trzymał jaja w inkubatorze. - Przez 20 dni leżały w temperaturze 37,5 st. Celsjusza. Obracaliśmy je pięć razy na dobę - mówi dr Kruszewicz.

To pierwsze bataliony urodzone w polskim zoo. Ornitolodzy cieszą się z tego przychówku, bo w Polsce batalionów gnieździ się bardzo mało. Zwykle widzimy je podczas przelotów do Afryki. Ciekawostką jest ubarwienie brązowo-czarnych samców - mają tyle odcieni, a także kropek, kresek i plamek, że nie zdarzają się dwa takie same osobniki.

www

Iwonami - 2007-07-11, 12:25

Oj Pani Dobrochno, podałam - tyle że to był link w boxiku. Jak to miło znowu się z Tobą poprzekomarzać :D: Nawet Floriasia odpisała, że ten batalion ma tylko nogi... :)


dobrochna - 2007-07-11, 12:31

Oj Pani Iwonko.A co napisałam powyżej???
<Ponieważ Iwonami nie miała czasu-podaję ciekawą informację,którą ona wyszukała. :/: >

Miałam właśnie to na myśli-Ty podałaś link,a ja dałam to na forum.Nie wszyscy czytają boxik.Nie wszyscy go też widzą. :lol:

Iwonami - 2007-07-11, 12:34

Faktycznie źle ze mną - już chyba jednak zwariowałam hehe :) :D:
floriasia - 2007-07-11, 12:39

a kto nie widzi boxika???
Iwonami - 2007-07-11, 12:45

Flo, ci co są niezalogowani.
dobrochna - 2007-07-11, 12:47

O następna. :lol:
Nie widzą boxika osoby niezalogowane.To może dotyczyć również stałych bywalców,którzy wpadają często na forum bez zalogowania.
Czy Pani Floriasia zadowolona z odpowiedzi? :P : :/:

floriasia - 2007-07-11, 13:04

OOO, Tak Pani Dobrochno i Pani Iwonami, ja zawsze jestem zalogowana, więc zawsze widzę...dobrze im tak tym niezalogowanym, niech się logują to będą widzieć :roll:
dobrochna - 2007-08-05, 01:35
Temat postu: Żołna
Żołna kontratakuje
Adam Wajrak
2007-07-30
Jeszcze do niedawna byłem przekonany, że by zobaczyć żołny, będę musiał udać się na południe kraju. A tu proszę, żołny przeleciały do mnie.
Ten ptak kojarzy mi się ze słoneczną Hiszpanią. Żołny siedzą tam na drutach (u nas zresztą to też ich ulubione miejsce) i błyszczą w słońcu jak klejnoty. Ich skomplikowanej gamy kolorów nie będę opisywał, bo po prostu nie jestem w stanie. Myślę, że nie dałbym rady przy odcieniach niebieskiego, a co tu mówić o brązach, żółciach i czerwieniach. Patrzenie na te ptaki jest prawdziwą przyjemnością nie tylko dlatego, że są tak kolorowe, ale również dlatego, że są znakomitymi lotnikami, a w trakcie falującego lotu chwytają owady. Same wtedy wyglądają jak tropikalne motyle.
Ale wróćmy do Polski, bo w Hiszpanii nigdy nie miałem czasu na oglądanie żołn. Otóż w naszym kraju przez długie lata gatunek ten występował w liczbie około 20 osobników żyjących głównie na południu kraju. Najbardziej znana była kolonia pod Przemyślem. Tam żołny pod czujnym okiem ornitologów w wykopanych w skarpie norkach składały jaja i wychowywały młode. To było zupełnie zrozumiałe. Południowe ptaki na południu kraju.
Od paru lat jednak jest inaczej. Liczebność żołn nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach Europy wzrasta. U nas wciąż są to dziesiątki ptaków, ale w Niemczech można już mówić o tysiącach. Co więcej mamy już kolonie na północnym wschodzie Polski, tuż pod Białymstokiem.
Specjaliści nie mają wątpliwości - ciepłolubna kolorowa żołna po prostu korzysta z ocieplania się klimatu.
To jednak nie wszystkie ciekawostki. Otóż gdy w jednej z takich kolonii czaiłem się z aparatem na ptaki, cały czas odnosiłem wrażenie, że coś mi się w tym wszystkim nie zgadza. Ptaków kręcących się po okolicy było około 10, natomiast norki, w których prawdopodobnie siedziały pisklęta, były dwie. Co więcej, gdy zaczaiłem się przy jednej z nich i obserwowałem wlatujące z pokarmem (głównie z wielkimi ważkami) żołny, odnosiłem wrażenie, że cały czas gubię się w rachunkach. Ptaki są niemal identyczne i przez ułamek sekundy, gdy się je widzi, nikt nie jest w stanie rozróżnić osobników, ale wydawało mi się, że norki nie "obsługuje" tylko para. Że ich jest więcej. Ki diabeł, myślałem. Pomógł mi nieoceniony dr Przemysław Chylarecki z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN w Warszawie, który zapewnił mnie, że nie miałem halucynacji. - U żołn w wychowaniu młodych prócz tradycyjnej pary uczestniczą też pomocnicy, którzy prawdopodobnie są z nią spokrewnieni - wyjaśnił, a ja się uspokoiłem, że ze mną wszystko w porządku.



www

dobrochna - 2007-08-11, 02:01
Temat postu: Nie taki kruk straszny...
Nie taki kruk straszny, jak go myśliwi malują - 10.08.07r.
Kruków w Polsce nie jest zbyt dużo i nie stanowią wielkiego zagrożenia dla nielicznych dziś zajęcy, bażantów i kuropatw - dowodzą naukowcy. Myśliwi są przeciwnego zdania.

Żeby rozstrzygnąć, kto ma w tym sporze rację, obie strony postanowiły policzyć ptaki. Akcja, pierwsza taka w Polsce, odbyła się wiosną w Wielkopolsce. Kilka tysięcy osób liczyło kruki nie tylko na terenach rolniczych i leśnych, gdzie te ptaki pojawiają się najczęściej, ale także na wysypiskach śmieci, w sąsiedztwie ferm hodowlanych. Wyniki spływają do prof. Aleksandra Winieckiego z Zakładu Biologii i Ekologii Ptaków poznańskiego uniwersytetu, który koordynuje akcję. Ich opracowanie może potrwać nawet rok.
Znamy już natomiast rezultaty liczenia kruków na tzw. transektach. Jadąc samochodem, dwuosobowe zespoły wolno pokonywały określone trasy i wypatrywały ptaków. W sumie ekipy przejechały 2343 km i naliczyły 377 kruków, co daje 16,3 kruka na każde sto kilometrów. - To niedużo. Kruk nie jest więc tak straszny, jak go malują - twierdzi prof. Winiecki. Ale przyznaje, że liczenie kruków tą metodą prowadzono po raz pierwszy, więc nie ma materiału do porównań.

Naukowcom cenne dane dostarczyły również żołądki zabitych kruków, bo na odstrzał 120 ptaków zezwolił w listopadzie ub. roku wojewoda wielkopolski. Badacze przejrzeli zawartość 40 żołądków, przede wszystkim poszukując w nich resztek po zającach.
- Znaleźliśmy głównie pokarm roślinny, np. ziarna zbóż. Także elementy kostne drobnych kręgowców i szczątki ptaków. Resztek po zającach nie było - informuje prof. Winiecki. Ornitolodzy nie wątpią, że drobne zwierzęta padają ofiarą tych ptaków. - Nie pogardzą one pisklętami czy jajami, ale na pewno wielkiej szkody kuropatwom czy bażantom nie wyrządzają - podkreśla prof. Winiecki.

Dla kruków znacznie atrakcyjniejsze są padlina czy wysypiska śmieci. Tam najczęściej żerują. - To zbieracze i czyściciele. Przedsiębiorstwa komunalne nie są w stanie zebrać tyle, ile one - mówi poznański ornitolog prof. Jan Bednorz. - Wrona, gawron i kruk wędrują po całej Europie i osiadają tam, gdzie człowiek jest niechlujny. W porządnych miastach nie ma krukowatych, bo tam nie ma co jeść. Siedzą jedynie przy szosach, gdzie padliny jest dość. I z tego żyją - dodaje.
www

Zostawię to bez komentarza. :\:

lanja - 2007-08-11, 07:47

Nie ma czego komentować...
dobrochna - 2007-08-31, 22:09
Temat postu: Bocianie gniazdo w Zabrzu.
5-lipca pisałam o zabrzańskim gnieździe.Oto ciąg dalszy. :lol:

24-sierpnia 2007



30-sierpnia 2007



To tylko "ludzie zakręceni pozytywnie",miłośnicy przyrody i bocianoluby tak potrafią.Najpierw Iwonami,teraz Alinka ze swoim mężem - p.Jankiem.Brawa dla Nich i podziękowania dla wszystkich tych,którzy Im pomogli. :lol:

Musiałam wkleić miniaturki do powiększenia,bo inaczej nie udałoby się odczytać tekstu. :/:

lanja - 2007-09-01, 14:44

Wspaniali ludzie, wspaniałe wieści !!!
floriasia - 2007-09-03, 08:51

rzut beretem a nic nie wiedziałam....
dobrochna - 2007-09-15, 22:31
Temat postu: zabrzańskie gniazdo-ciąg dalszy
Za zgodą Alinki z Zabrza podaję kolejną dobrą wiadomość. :/:
14-września przyjechała ekipa i ..."pierwszy etap zakończony.Słup przewieziono na nowe miejsce.Firma spisała się na medal.Teraz będzie robiona stalowa platforma pod gniazdo".
A oto 2-zdjęcia fot.Aliny62 z akcji. :052:





Patrząc na godziny robienia zdjęć-akcja przebiegła szybko i sprawnie.Na kolejny 2-etap musimy cierpliwie poczekać.

Iwonami - 2007-09-15, 23:29

Wspaniale, bardzo się cieszę, rozumiem co Alinka i jej mąż czują, bo ja podobnie przeżywałam montaż gniazda w Sępochowie, tyle że sępochowskie nie jest tak solidne niestety.
dobrochna - 2007-09-21, 20:33
Temat postu: Ciąg dalszy historii o zabrzańskim gnieździe
A oto,co napisano w "Głosie Zabrza" 20-września,w związku z gniazdem Aliny62 i Jasia. ;)
Zamieszczam miniaturki do powiększenia z uwagi na problemy z odczytaniem po zamieszczeniu innego formatu.


dobrochna - 2007-09-21, 20:50
Temat postu: Platforma
Jak mówi Alina62-prace nad platformą są również rozpoczęte,choć jeszcze długa droga do jej zakończenia.
Ja ze swej strony chcę dodać,że platformę szykuje sam p.Jasiu. :052:


dobrochna - 2007-10-05, 14:25
Temat postu: Informacje z Zabrza
Kochani-okazuje się,że p.Jasiu prace "platformowe" zakończył i 29-września zamontował platformę na słupie właściwie sam.Jestem pełna podziwu dla tego człowieka.Wszystkiemu przyglądał się Kolega i jego żona Alina62,która uwieczniła to na zdjęciach. :/:

Oto niektóre z nich. :052:






Jak mówi Alinka,na gotową platformę będzie przeniesione oryginalne gniazdo.Znowu pomocna będzie firma BUG Gazobudowa z Zabrza.Na razie okazuje się,że dźwigi są "zajęte",ale jak tylko któryś będzie "wolny" to firma od razu podeśle go p.Jasiowi. :052:

Iwonami - 2007-10-05, 23:45

Rewelacja!!! Oby bociany czuły się tutaj dobrze. Przekaż Dobrochna moje ukłony i podziw za zaangażowanie.
dobrochna - 2007-10-20, 02:06
Temat postu: Zabrze
I kolejne informacje z Zabrza.Cytuję za zgodą Alinki całą wypowiedź,bo zawiera ona cenne informacje. :/:
18- października Alina62 napisał/a:
Chciałabym coś dodać w związku z przenoszeniem oryginalnego gniazda na nową platformę.Jasiu skonsultował się z ornitologami z TPP. PRONATURA.
Powiedziano mu,że lepiej będzie nie przenosić gniazda,a zaścielić imitujące - podobne na nowej platformie.
Trzeba zrobić wieniec z wikliny o średnicy 1,3 m.
Jego środek wyścielić patykami, a na nie ułożyć darń (trawnik) do góry korzeniami, żeby trawa nie odrastała wiosną.
Darń jest po to, żeby przypominała zeszłoroczne "klepisko" pozostawione po odlocie.
Bociany zwykle wybierają wyżej położone siedlisko i bardziej stabilne.
To na topoli jest luźne i chwiejące się .
Jest duże prawdopodobieństwo, że wybiorą nowe siedlisko.Dzisiaj Jasiu szykuje drabiny drewniane o długości 9 m. gdyż ten słup jest wyższy od topoli, a potem weźmie się do pracy nad wiklinowym wieńcem.
I znowu ma co robić. :D

Jak sie okazuje drabina już zmontowana,a i "Wieniec na nową platformę też już zrobiony". :lol:





A to pewnie zachęta.Hi,hi.... :lol:


Iwonami - 2007-10-21, 21:56

Całe szczęście, że są jeszcze tacy ludzie na tym świecie. :528:
Iwonami - 2007-11-13, 02:20

W warszawskiej gazecie ukazał się taki artykuł, przekazuję go Wam, bo pewnie niejedna osoba z nas dokarmia ptaki. Nie wyobrażam sobie abym nie wysypała ziarna ptakom gdy zalega śnieg...

http://www.zw.com.pl/zw2/...xt&place=Lead01

Nie dokarmiaj zimą ptaszków

autor: MARCIN SZUMOWSKI

A jeśli już, rób to z głową – mówią ornitolodzy. Naukowcy apelują, by jesienią nie karmić ptaków. – Powinny odlecieć do ciepłych krajów – uważa dr Andrzej Kepel z Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody Salamandra.
– Ptaki trzeba dokarmiać, ale z głową – odpowiada dr Andrzej Kruszewicz, szef Ptasiego Azylu w stołecznym ogrodzie zoologicznym.Jesienią wiele ptaków zlatuje do stolicy. Na jeziorkach pojawiają się łabędzie nieme, zlatują się kaczki krzyżówki, na zimowiska przylatują do nas gawrony, kawki, jemiołuszki, jery. Wiele osób wystawia za oknami lub na balkonach karmniki, inni dokarmiają ptaki na miejskich placach i jeziorkach.

Do minusów dokarmiania naukowcy zaliczają to, że w ten sposób pozwalamy przeżyć słabszym ptakom, które nie przetrwałyby zimy. – Innymi słowy, zakłócamy naturalną selekcję. Możemy sobie pogratulować, że dzięki nam zimą zginie tylko dwa procent sikorek bogatek, pytanie tylko, czy tak dziać się powinno? – mówi Łukasz Rejt, ornitolog z Polskiej Akademii Nauk. – Dla swojego widzimisię, dla chęci pooglądania ptaków za oknem wkraczamy w procesy, które kształtowały przyrodę przez tysiące lat – dodaje.

– Nie dokarmiajmy ptaków jesienią! Nie róbmy im wody z mózgu! Niech natura wezwie je w cieplejsze rejony świata – uważa dr Andrzej Kepel z Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody Salamandra. Inna sprawa, że ptaki nigdy w naturze nie gromadzą się w jednym miejscu, jak przy karmniku, przez co zwiększa się ryzyko przenoszenia chorób i pasożytów. I równie ważna rzecz: dokarmianiem zatrzymujemy te ptaki, które mogą od nas odlecieć. – Krzyżówki i łabędzie powinny z Polski odlatywać na zimę, a nie gromadnie spędzać wieczory w parkach w Warszawie – wyjaśnia Łukasz Rejt.

Co gorsza, ludzie karmią te ptaki tylko wtedy, gdy jest ładna pogoda. W czasie deszczów lub silnych mrozów place i parki świecą pustkami. A kaczki i łabędzie czekają skulone w tych samych miejscach, przyzwyczajone do karmienia. – To zwyczajne barbarzyństwo, skazywanie ptaków na śmierć głodową! Jeśli już ktoś musi dokarmiać, niech robi to konsekwentnie – złości się ornitolog.

Dr Andrzej Kruszewicz nie widzi w dokarmianiu nic złego, jeśli jest robione mądrze. – To doskonały sposób na edukację i poznanie ptaków, zwłaszcza dla osób starszych i dzieci – mówi Kruszewicz. – Jednak róbmy to z głową! Pokarm musi być zawsze świeży i dobrze dobrany. Nie traktujmy karmnika jak śmietniczki.

Opinia
Nie można dokarmiać masowo

Prof. Maciej Luniak, ornitolog, emerytowany profesor Polskiej Akademii Nauk, specjalista od fauny i ekologii miasta:

- Wszystko, co powiedział Łukasz Rejt, jest absolutną prawdą. Łabędzie powinny odlatywać, a nie gromadnie czekać na stawach na nadejście zimy. Potem są tylko same problemy. W czasie silnych mrozów przymarzają do lodu i musi interweniować straż pożarna.

Uważam, że błędem jest to, co robi każdej zimy miasto, czyli dokarmianie ogromnych stad krzyżówek przebywających w Ogrodzie Saskim. Dodatkowo dokarmianie zwykle preferuje gatunki, które odznaczają się dużą liczebnością. Tymczasem najbardziej w czasie zimy cierpią np. sowy, których jest mało, a w dodatku słabo sobie radzą przy dużych opadach śniegu i masowo padają.

Jednak z drugiej strony dokarmianie ma szalenie duży wymiar edukacji społecznej, uczenia dzieci szacunku do przyrody. Nie można powiedzieć: nie dokarmiaj ptaków! Uważam, że dokarmiać można, kiedy nagle spada duży śnieg, przychodzą silne mrozy, co zawsze jest zaskoczeniem dla ptaków. Nie dokarmiajmy masowo i przede wszystkim róbmy to higienicznie! Nie na placach i skwerach, które sprzyjają koncentracji ptaków, ale np. w ogródkach, przy zastosowaniu karmników.

dobrochna - 2007-11-22, 21:28

Dzisiaj kolejna-swieża dostawa dobrych wiadomości z Zabrza od Aliny62 i jej męża Jasia. :D
Cytat:
Tak, dzisiaj nareszcie zapanowały dobre warunki atmosferyczne do montażu i zaścielenia gniazda.
Nie można przenosić starego, więc Jasiu zrobił nowe :)
Najpierw na stalową konstrukcję położył wcześniej upleciony wieniec.
Został przymocowany drutem do platformy.
Środek został wyścilony chrustem, następnie została położona warstwa siana i na to darń trawnika przewrócona do góry korzeniami (żeby nie rosła)
Cała powierzchnia została posypana zbutwiałym sianem.
Obecnie gniazdo wygląda tak, jak po odlocie boćków.

Teraz z niecierpliwością czekamy na wiosnę i zasiedlenie przez boćki nowego gniazda :D

Załączam parę fotek.







Zbynek - 2007-11-26, 04:24

:dddddd
dobrochna - 2008-02-16, 11:43
Temat postu: Ptasia moda
Na ptasią modę,czyli wiosną samca wybiera się po kolorze. :D
{Dziennik "Polska").


Iwonami - 2008-03-07, 16:39

Znalazłam rozwiązanie zagadki dlaczego ptaki nie zgubią drogi do swoich miejsc zimowania.

Artykuł autorstwa Magdaleny Frender pochodzi z Newsweeka nr 48 z 2007 roku.




Oko na Maroko


Czy to nie zastanawiające, że ptaki potrafią przemierzyć tysiące kilometrów bez urządzeń GPS czy podobnych nowinek technicznych, wymyślonych przez człowieka? I nie kierują się jak starożytni żeglarze wyłącznie położeniem słońca czy rozmieszczeniem gwiazd. Ptaki migrujące odnajdują kierunek lotu głównie za pomocą wewnętrznego kompasu. O tym biolodzy wiedzieli od dawna, ale dopiero teraz poznali mechanizmy działania tego urządzenia. Odkryli je niedawno ornitolodzy z Uniwersytetu w Oldenburgu w Niemczech, którzy badali migrujące pokrzewki ogrodowe, latem mieszkające m.in. w Polsce, a zimą w Afryce. Ptaki te mają kompas umieszczony nie tylko w dziobach, jak dotąd sądzono, ale głównie w komórkach oczu.

Zanim pokrzewka wystartuje, potrząsa łebkiem, zupełnie jakby nasłuchiwała dobiegającego z oddali nawoływania. W ten sposób ustawia się w stronę, z której najsilniej wyczuwa pole magnetyczne. Pole to oddziałuje na specyficzne białka znajdujące się w oczach ptaka, zmieniając ich właściwości chemiczne. W zależności od siły ziemskiego pola magnetycznego w otoczeniu ptaka zmiany w komórkach jego oczu następują szybciej lub wolniej.

Następnie informacje z oka trafiają do obszaru mózgu odpowiedzialnego za widzenie. Stąd wniosek, że ptaki muszą widzieć układ pola magnetycznego Ziemi i dzięki temu orientują się w przestrzeni i to nawet wówczas, gdy lecą w bezgwiezdną noc nad otwartym oceanem.
Jednak wrodzony kompas to nie wszystko. Żeby trafić do odwiecznego obszaru zimowania, potrzebna jest także porządna mapa terenu, nad którym się leci. No bo jak inaczej odnaleźć szlak migracji, gdy zostanie się wywiezionym cztery tysiące kilometrów od domu?

Sprawdzali to amerykańscy naukowcy z Uniwersytetu Princeton, badający pasówki białobrewe, które przed zimą odbywają podróż z Alaski na południe, zatrzymując się w drodze na Zachodnim Wybrzeżu USA. Uczeni przetransportowali je stamtąd na wschód Stanów, gdzie gatunek ten nie występuje. Potem założyli ptakom nadajniki i śledzili trasy ich lotu. Pośród trzydziestu pasówek połowę stanowiły zwierzęta młode, które po raz pierwszy wybrały się w podróż do zimowiska. Na początku wszystkie ptaki czuły się niepewnie. Przez kilka dni siedziały na miejscu. Ale potem starsze osobniki zorientowały się, że powinny lecieć na południowy zachód, młode zaś wybrały kierunek prosto na południe, bo tak zrobiłyby, startując z domu. Zarówno stare, jak i młode ptaki doleciały w końcu do zimowiska, choć innymi drogami.

Jak twierdzą badacze, stare, doświadczone ptaki zareagowały właściwie - wybrały krótszą trasę, ponieważ dysponują czymś, czego brak młodziakom - mapą kontynentu. Młode osobniki zaś mają tylko wewnętrzny kompas.

W jaki sposób ptaki tworzą mapę obszaru, nad którym lecą, pozostaje tajemnicą. Możliwe, że na jej powstanie wpływ ma również pole magnetyczne Ziemi. Jest także prawdopodobne, że ptaki konstruują ją dzięki zmysłowi węchu. Wykazały to m.in. zeszłoroczne badania uczonych z Uniwersytetu w Pizie, którzy testowali to zjawisko u gołębi. Uczeni wycięli grupie 24 gołębi nerwy odpowiedzialne za węch i wywieźli je 50 km od domu. Okazało się, że tylko czterem z pozbawionych węchu ptaków udało się, i to po wielu trudach, znaleźć drogę powrotną. Pozostałe zgubiły się. Badacze podejrzewają więc, że teren, nad którym lecą gołębie, wygląda dla nich jak kolaż wielu zapachowych plam.

Ptaki najpierw zapamiętują charakterystyczne dla danego miejsca zapachy, a potem nawigują za pomocą wyostrzonego węchu.
Ptasia nawigacja kryje jeszcze wiele tajemnic, choć uczeni coraz lepiej poznają trasy migracji ptaków. Właśnie odkryli szlak jednego z najbardziej ekstremalnych migrantów - ryżojada, który w sierpniu wyruszył z łąk Kanady i USA, a w końcu listopada dotarł na południe Brazylii i Paragwaju. Ryżojad tak zaplanował swoją wędrówkę: z centralnej Kanady wyleciał na wschód do wybrzeża kontynentu - Nowej Szkocji, skąd ruszył w podróż non stop przez Atlantyk, wykorzystując silny wiatr w plecy. Potem lecąc wysoko nad Bermudami, dotarł do wybrzeża Ameryki Południowej, tam przekroczył równik i trafił właśnie na granicę Brazylii z Paragwajem. W styczniu doleci do Argentyny i Urugwaju. Ten mały ptak przelatuje rocznie około 20 tys. km. I choć jego mózg jest wielkości migdała, potrafi korzystać z pola magnetycznego, położenia gwiazd i Słońca.

Choć o ptasich migracjach nie wszystko jeszcze wiadomo, oczywiste jest jedno
- biologiczne systemy nawigacji są dokładniejsze i bardziej skomplikowane, niż dotąd sądzono. GPS wydaje się przy nich dziecinnie prosty.

nevra - 2008-03-07, 20:14

A to faktycznie nowinka. Widziec pole magnetyczne, no no. Przyroda jest genialna!

Ciekawe, ile ukrytych zmysłów drzemie w nas, ludziach?

dobrochna - 2008-03-08, 10:17

Iwonami - bardzo ciekawe info.Oglądałam w TV film z eksperymentu,jakiemu poddano gołębie.Wywieziono je samochodem klucząc w różne strony świata.Nie widziały więc otoczenia. Filmowano je podczas powrotu.Rozglądały się na boki-podfruwały tu i tam,ale generalnie wróciły do domu beż problemu.Potwierdziły fakt "widzenia pola magnetycznego".
Hm...Naprawdę ciekawa ta przyroda,która nas otacza. :)

Iwonami - 2008-03-11, 18:14


dobrochna - 2008-04-10, 22:00
Temat postu: Bociany z Zabrza
O bociankach z Zabrza które przyleciały w tym roku i zasiedliły nowe gniazdo napisałam w innym wątku>> "Polskie Gniazda Bocianie Bez Kamer". :)
Teraz przeczytajcie artykuł,który ukazał się na ich temat w dzisiejszym "Głosie Zabrza".
Artykuł zeskanowany i udostępniony przez Alina62.


klik

floriasia - 2008-05-12, 21:40

http://www.tvn24.pl/10961...,0,galeria.html
Iwonami - 2009-01-23, 04:33

Przedstawiam kolejny ciekawy, a także zabawny artykuł Magdaleny Frender w Newsweeku Nr 4/2009. Nie podaję źródła w postaci linku, bo artykuł przepisałam, ponieważ nie ma go na stronie internetowej tego tygodnika.

Piraci Dźwięków

Magdalena Frender-Majewska

Ptaki potrafią doskonale naśladować odgłosy otoczenia: dźwięki urządzeń, nawoływania innych zwierząt czy ludzką mowę. I nie robią tego bezmyślnie.
Podczas jednego z konkursów „Papuzie Gadanie”, czyli Mistrzostw Polski Ptaków Gadających, pewna papuga aleksandretta obrożna wyrecytowała Mickiewiczowską „Inwokację”. Nie wiadomo czy zdawała sobie sprawę z tego, o czym opowiadała, deklamując słowa „Litwo, ojczyzno moja…..”, ale przynajmniej opłaciło jej się to, bo dostała nagrodę – imponujący worek ulubionych orzechów. Bardziej świadomie swoje niezwykłe zdolności naśladowania dźwięków wykorzystywała również papuga – amazonka, pacjentka dr. Andrzeja Kruszewicza, dyrektora warszawskiego ogrodu zoologicznego. Gdy weterynarz wchodził do pokoju, w którym przebywała, mówiła mu „Do widzenia”.
Inne osoby witała zaś słowami „Dzień Dobry”. Widocznie dr Kruszewicza nie lubiła, bo przycinał jej pazury. Papuga nie darzyła sympatią także psa, który mieszkał razem z nią. Gdy zbyt głośno szczekał, uciszała go krzycząc „Do budy!” głosem niemal identycznym z basem jego właściciela. A pies posłusznie wypełniał polecenie ptaka.

Papugi słyną z talentu do naśladowania ludzkiej mowy. Potrafią też imitować odgłosy urządzeń, na przykład polifoniczne dzwonki telefonu komórkowego, alarm samochodu czy sygnał karetki pogotowia. Ich zdolności imitatorskie znane są jednak uczonym wyłącznie z obserwacji w domach i laboratoriach. Nie wiadomo zatem, w jaki sposób ptaki wykorzystują je na wolności. A w dzikich zakątkach świata nie brakuje piratów dźwięków, którzy kradną odgłosy wydawane przez inne zwierzęta, by odnieść korzyści. Naukowcy odkrywają coraz więcej sprytnych ptasich przedrzeźniaczy.
Przedrzeźniacz północny, mały szary ptak z Ameryki Północnej, powtarza melodie wyśpiewane przez swoich sąsiadów, m.in. sójki błękitne, drozdy wędrowne czy kardynały. Na wiosnę podczas godów wkomponowuje je w repertuar piosenek, by zaimponować samicy.
Natomiast pisklęta australijskiej kukułki z gatunku Chalcites Basalis naśladują nawoływania innych ptasich dzieci w gnieździe, do którego zostały podrzucone. Gdy znajdą się wśród piskląt chwostki szafirowej, wydają błagalne „czip, czip”. Jeśli zaś będą w gnieździe buszówki, wyją przeciągle i ochryple. W ten sposób przekonują przybranych rodziców, że powinny zostać nakarmione. Badacze z Australia National University i Uniwersytetu Cambridge przypuszczali początkowo, że ptaki te należą do różnych gatunków i każdy wyspecjalizował się w naśladowaniu mowy konkretnego gospodarza. Gdy jednak podmienili podrzucone kukułcze jaja – te znalezione u chwostki umieścili w gnieździe buszówki - okazało się, że po wykluciu ptaki bezbłędnie naśladowały właściwe głosy. A przecież nigdy wcześniej ich nie słyszały. Uczeni sądzą, że kukułki mają zaprogramowane w genach różne nawoływania.


DZIWOGON ze Sri Lanki naśladuje śpiewy ptaków, namawia je, by pomogły mu w polowaniu


Najbardziej zaskoczył naukowców swymi naśladowczymi zdolnościami drongo rajski, zwany też dziwogonem ze względu na długi ogon, wygięty fikuśnie na końcach. Ten przebiegły ptasi poliglota zamieszkuje las tropikalny Sinharaja na Sri Lance i dzięki umiejętności imitowania mowy nie tylko ptaków, lecz także ssaków jest niekwestionowanym królem koron drzew.
Przeważnie siedzi na gałęzi i rozgląda się wokoło za owadami, które są jego przysmakiem. A ponieważ nie chce mu się samemu ich wypłaszać, zwołuje pomagierów, np. tymale cejlońskie, sójkowce szaroczelne czy łączniaki. Jak one ćwierka krótkimi urywanymi dźwiękami, świszcze wysoko lub dzwoni jak stary aparat telefoniczny. Zwabione ptaki przylatują i buszują wśród liści, a drongo wyjada latające w popłochu owady albo wręcz kradnie zdobycz przybyszom. W takim stadzie złożonym nawet z 40 osobników dziwogon zjada trzy razy więcej smakołyków niż samotny ptak.
Przebywanie w stadzie, na którego czele stoi dziwogon, opłaca się też pomagierom. Podczas polowania na owady trudno im dostrzec drapieżnika, więc drongo ostrzega je przed niebezpieczeństwem. Woła na alarm, by ochronić stado, a kiedy trzeba, naśladuje głos zbliżającego się drapieżnika. Potrafi imitować dźwięki wszystkich wrogów: od odgłosów wężojada czubatego z jastrzębiowatych po przeraźliwe wycie jelaranga, ssaka z rodziny wiewiórkowatych. W ten sposób daje do zrozumienia drapieżnikowi, że został zauważony, i próbuje go wypłoszyć.
Gdy któregoś dnia podczas badań w lesie Sinharaja uczony Eben Goodale stanął oko w oko z dziwogonem, ptak zaczął wydawać głośne , wojownicze dźwięki typowe dla nawoływań alarmowych swojego gatunku. Oznaczały one naziemnego drapieżnika. Jednak ludzkim głosem dziwogon jeszcze nie przemówił.

Wędrowiec - 2009-01-23, 18:46

Polecam artykuł Sławomira Zagórskiego z dzisiejszej Gazety Wyborczej poświęcony pewnej samiczce szlamika, która ma w sobie coś z wędrowca :)
http://wyborcza.pl/1,7547...__by_latac.html


Urodzony, by latać


"Jak długo może lecieć ptak bez odpoczynku? Trzy godziny? Pół dnia? Dzień i noc? Dwie doby? Ornitolodzy sami przecierali oczy ze zdumienia, gdy okazało się, że ptasia rekordzistka przeleciała za jednym zamachem 11 680 km. Zabrało jej to niespełna osiem i pół doby


Rekord został pobity jesienią 2007 r. Dokonała tego niewielka samica szlamnika (Limosa lapponica baueri) oznaczona kryptonimem E7. Szlamniki to ptaki wielkości gołębia z rzędu siewkowych. Mają one stosunkowo długie nogi i dzioby (to typowe przystosowanie do żerowania w płytkiej wodzie i wygrzebywania jedzenia z mułu).

Naukowcy od dawna wiedzieli, że ptaki te są świetnymi podróżnikami - długodystansowcami. Szlamniki z podgatunku baueri lato spędzają na Alasce, a jesienią udają się aż na Nową Zelandię. Z kolei wiosną lecą z powrotem na północ, zatrzymując się po drodze w Chinach.

Najkrótszy dystans pomiędzy Nową Zelandią a Alaską to ponad 10 tys. km. Przez długie lata nie wiadomo było jednak, którędy dokładnie wiedzie szlak podróży szlamnika, czy i ile razy ptak odpoczywa po drodze, które wyspy Pacyfiku do tego wykorzystuje itd.

Odpowiedzi na te pytania pozwoliła udzielić dopiero nowoczesna technika. Kilkunastu ptakom wszczepiono (pod narkozą) specjalne nadajniki wielkości baterii paluszka. Umieszczano je pod otrzewną, a na zewnątrz ciała wyprowadzono sterczącą z tyłu antenkę. Sygnały emitowane przez nadajniki odbierało kilka satelitów. Dzięki temu siedzący wygodnie przed ekranami komputerów ornitolodzy mogli śledzić godzina po godzinie, dzień po dniu trasę przemierzaną przez dzielne ptaszki.

Osiem dni i nocy bez wytchnienia

24 marca 2007 r. samica E7 opuściła gościnne tereny Nowej Zelandii, gdzie spędziła zimowe miesiące (wtedy było tam lato i dobrego jedzenia w bród), i udała się na północny zachód. Choć po drodze mogła odpocząć na jednej z wielu wysp Pacyfiku, leciała ciągiem aż do Morza Żółtego. Dotarła tam po siedmiu dobach i dziewięciu godzinach podróży, przemierzywszy - bagatela - 10 300 km. To był światowy rekord.

Ornitologom jeszcze dziesięć lat temu wydawało się, że żaden ptak na świecie nie jest w stanie przelecieć bez przerwy więcej niż 6 tys. km. Teraz trzeba było zrewidować te wyliczenia.

Ale to nie koniec historii. Po kilkutygodniowym odpoczynku 2 maja ptaszek pofrunął na Alaskę - miejsce letnich godów. Tym razem marne 6,5 tys. km pokonał w sześć dni.

Na pełnej jedzenia Alasce (tamtejsza delta Yukon-Kuskokwim to wymarzone wprost miejsce dla szlamników - w lecie pełne bezkręgowców, którymi można się najadać do woli, a jednocześnie wolne od drapieżników) E7 spędziła blisko cztery miesiące. O tym, czy została w tym czasie mamą, naukowcy nie wiedzą, bo nadajnik nie przekazywał tego typu informacji. Prawdopodobnie wydała jednak na świat czworo młodych, wysiadując wcześniej na zmianę z mężem (on w dzień, ona w nocy) jaja przez trzy tygodnie.

Po odchowaniu dzieci nadeszła pora napychania sobie brzucha przed podróżą, a 30 sierpnia na ostateczne opuszczenie delty Yukon-Kuskokwim i udania z powrotem na Nową Zelandię. Tym razem podróż trwała równo osiem dni i nocy plus pięć godzin. A przemierzony dystans - kolejny, fantastyczny rekord lotu bez odpoczynku - równe 11 680 km!

Żołądek się kurczy, serce rośnie

Jak to możliwe, że ptaszek nie zatrzymał się przez tak długi okres ani na chwilę? Nie przysiadł na choćby krótki odpoczynek na Hawajach? Nie napił ani razu wody? Nie dał odetchnąć napinającym się bezustannie mięśniom i bijącemu jak szalone sercu?

Ornitolodzy musieli zaufać elektronicznym wskaźnikom i nie pozostało im nic innego, jak w rekord uwierzyć. Natomiast dyskusje tłumaczące ten fenomen trwają do dziś.

Po pierwsze, trudno było zrozumieć, jak ptaszkowi starczyło na tak długi wysiłek paliwa (w przypadku szlamnika jest to tłuszcz). - Wcześniejsze wyliczenia fizjologów wskazywały, że po sześciu-siedmiu dniach paliwo musi się skończyć - mówi prof. Włodzimierz Meissner z Katedry Ekologii i Zoologii Kręgowców Uniwersytetu Gdańskiego.

Ptaszek przed podróżą robi, co może, by najeść się na zapas. W efekcie przed startem wygląda jak obciągnięta skórą kula tłuszczu. Trudno mu nawet utrzymać równowagę. Ale i tak tego tłuszczu jest w końcu ograniczona ilość. Czym więc żywiła się jeszcze E7 przez tak długi lot?

- Mięśniami - tłumaczy prof. Meissner. - Mięśnie na piersiach ptaka to też niezłe źródło kalorii, a gdy ptak powoli spala własne białka, pozbywa się też sporego ciężaru do dźwigania w czasie, kiedy sam waży mniej. W efekcie po dotarciu do celu wyczerpany podróżnik musiał przypominać Twiggy (słynna modelka przy wzroście 165 cm ważyła 40,5 kg, E7 zaś po osiągnięciu Nowej Zelandii ważyła połowę tego, co na Alasce).

Ale spalanie własnego tłuszczu i mięśni to wciąż za mało. Okazuje się, że szlamniki, szykując się do podróży, zmieniają zarówno swoją fizjologię, jak i anatomię. I tak np. wyraźnemu zmniejszeniu ulega żołądek i jelito, natomiast powiększeniu serce i liczba czerwonych ciałek krwi. Ponieważ przez kilka dni ptak niczego nie je i układ pokarmowy nie ma nic do roboty (natomiast swoje waży), można go na jakiś czas zredukować. Z kolei serce pracuje przez cały lot jak szalone, dlatego jego waga zwiększa się aż o jedną czwartą - z trzech do czterech gramów.

Prawie jak boeing

To nadal nie koniec problemów. Trzepoczący cały czas skrzydłami ptaszek się grzeje i musi jakoś się tego ciepła pozbyć. Kłopot w tym, że ptaki nie mają gruczołów potowych i nie pocą się. Ale i na to jest rada. Trzeba tylko udać się wyżej, gdzie temperatura powietrza jest wyraźnie niższa. Okazuje się, że szlamniki najprawdopodobniej z tego powodu są w stanie lecieć na wysokościach aż do 7 tys. m n.p.m. Ornitolodzy odkryli też inny mechanizm pozbywania się przez nie ciepła - wykazali, że ucieka ono przez skórę na nogach.

Kolejny problem - brak wody.


Naukowcom wydawało się, że bez jej uzupełniania nie da się tak długo lecieć - a jednak. Z drugiej strony szlamnikom nie bardzo opłaca się schodzić aż do lustra wody, bo tam jest znacznie cieplej niż w górze. Nie łowią ryb, więc schodząc w dół, się nie najedzą, co najwyżej napiją. Wylądowanie na powierzchni wody to też dla nich kiepski interes, gdyż stosunkowo słabo pływają. - W wodzie wyglądają raczej jak nasiąknięte gąbki - śmieje się Robert Gill, biolog z US Geological Survey. Ostatecznie ptaki radzą sobie, zużywając w czasie lotu wyłącznie tzw. wodę metaboliczną pochodzącą z rozkładu tłuszczów i białek.

I ostatnie dwa przystosowania. Szlamniki to zwierzęta stadne, a - jak wiadomo - wędrówka w stadzie zawsze wymaga mniej energii. Ptaki lecą zatem w kluczu i zmieniają się (jak ludzie idący gęsiego i torujący śnieg) na prowadzeniu, co pozwala zaoszczędzić aż 17 proc. energii.

Wreszcie wykorzystywanie pomyślnych wiatrów. Badacze szacują, że w poszukiwaniu takich prądów powietrza szlamniki są w stanie schodzić w górę i w dół aż o 3 km (muszą pamiętać przy tym, że im niżej, tym cieplej, ale jeśli wiatr porządnie popchnie je do przodu, to i tak się to opłaca). Ptaki nauczyły się np. wykorzystywać sztormy na północnym Pacyfiku i opuszczają Alaskę, trzymając się końca strefy niskiego ciśnienia. W efekcie silny wiatr kręcący się niezgodnie z ruchem zegara pcha je na południe z szybkością grubo ponad 100 km/godz.

- Ten ptak to prawdziwa maszyna do latania - twierdzi prof. Meissner. Wystarczy porównać zasięgi:

*Boeing 747-700 - 13 450 km

*Airbus A 340 - 15 900 km

*Szlamnik - 11 680 km

*Airbus A 320 - 5 700 km

*Boeing 737-400 - 4005 km

- Niezwykłe osiągnięcia szlamników każą nam zrewidować pogląd, że góry, pustynie czy oceany to naturalna bariera dla migrujących zwierząt - piszą w niedawno wydanej pracy w "Proceedings of the Royal Society B" naukowcy. - W przypadku tych ptaków Pacyfik jest raczej naturalnym, ekologicznym korytarzem ich podróży niż przeszkodą - dodają. Taki korytarz ma swoje plusy - mniej drapieżników i mniej pasożytów czy chorobotwórczych drobnoustrojów. Szlamniki mogą więc mniej inwestować w układ immunologiczny i cały wysiłek skierować w jedną stronę - długi wspaniały lot nad oceanem."

Iwonami - 2009-01-23, 21:25

Jak widać jeszcze nie jeden raz zaskoczą nas wiadomości o ptakach, takie jak w opisanym przeze mnie z Newsweeka przypadku dziwogona czy wspomnianej przez Wędrówkę samiczce szlamika.
Bociany też potrafią pokonywać długie dystanse bez odpoczynku, choć z pewnością nie takie jak szlamiki.
W sumie bardzo ciekawe są te wiadomości.

nevra - 2009-01-24, 20:10

Aż się wierzyć nie chce...

Kiedyś czytałam w Focusie artykuł o motylach - długodystansowych podróżnikach. Musze go poszukać.

Iwonami - 2009-01-24, 23:37

Nev, poczytaj sobie jeszcze o papugach, to się uśmiechniesz - przepisany przeze mnie artykuł z Newsweeka jest przed wpisem Wędrówki :)
Iwonami - 2009-02-14, 01:28

Zdechł najstarszy łabędź świata****

Najstarszego zapewne łabędzia świata, któremu niewielu dni zabrakło do ukończenia 40 lat, znaleziono martwego na plaży w mieście Korsoer na największej wyspie duńskiej, Zelandii - podała w piątek z Kopenhagi agencja ITAR-TASS.
Na Uniwersytecie Kopenhaskim powiedziano, że na lewej łapie łabędzia znajdowała się obrączka z napisem "Helgoland (niemiecka wyspa na Morzu Północnym) 12851". Ptaka zaobrączkowano w celach naukowych 21 lutego 1970 roku. Zrobił to w pobliżu Kilonii niemiecki ornitolog. Ptak miał wówczas około dwóch lat.

Zdaniem duńskiego eksperta Pelle Andersen-Harilda "zmarły ptak znacznie pobił wszystkie rekordy długowieczności".

- Wiemy o łabędziach, które dożyły 28-29 lat, co już było rekordem - powiedział naukowiec, który osobiście sprawdzał łabędzia rekordzistę w czasie spisu ptaków przeprowadzonego w 1979 roku. Łabędź ważył wówczas 11 kg i był bardzo zdrowy, co pozwalało mu zimować w Danii, gdzie zdarzają się trzaskające mrozy.

***(nie ja użyłam wyrazu "zdechł")

http://wiadomosci.onet.pl...wiata,item.html

iga - 2009-02-14, 22:15

Nie wiedziałam gdzie ten post umieścić , jeśli jest w złym miejscu, proszę go przenieść :)

"Odkurzyłam" dziś w naszej "linkowni" link do karmnika we Francji. Baaardzo ciekawa "kamerka" :) Świetna jakość obrazu i ciekawe ptaszki tam przylatują :!:
Wydarzyła się tam dziś niezwykła "przygoda" jednemu z ptaszków :-:
Poszukując lepszych kąsków w karmniku ( chyba był to dzwoniec ) ptaszek wpadł w pułapkę - wlazł do karmnika przez otwór gdzie wysypuje się ziarno. Siedział tam ponad godzinę, szamotał się próbując się uwolnić. Niestety nie mógł odnaleźć drogi powrotnej mimo , że ziarna wiele nie było w karmniku i otwór między podłożem karmnika i jego ścianką był dość duży. Denerwowałam się, że tak długo nikt nie wypuści ptaka, bo przecież kamerka jest i obserwujących gości też było w tym momencie 42 osoby. Na szczęście ,po przeszło godzinie został uwolniny a do karmnika dosypano ziarna :)






Iwonami - 2009-02-14, 22:32

Popatrz Igo, nie wiedząc o tym, że jest tutaj Twój dzisiejszy wpis, przed chwilą założyłam nowy wątek poświęcony azylowi, który jawi mi się bardziej jako rezerwat, we Francji na terenie którego znajduje się m.in. ten karmnik.
Są tam jeszcze kamery umieszczone w trzech budkach lęgowych, w jednej z nich siedzi sobie sikoreczka.
Wątek ten znajduje się tu: http://bociany.org.pl/viewtopic.php?p=35013#35013

Przekazałam tam kilka szczegółów dotyczących strony, na szczęście jest tam opiekun tego miejsca i strony internetowej, który pewnie powiadomiony przez internautów uwolnił biednego uwięzionego ptaszka.

iga - 2009-02-15, 13:01

A więc "spotkałyśmy się w przestrzeni" w tym samym czasie nawet nie wiedząc o tym :)
Cieszę się, że jest osobny wątek dla tego karmnika a także , że możesz przetłumaczyć i przekazać bliższe informacje na temat opiekuna tego projektu :)

Wędrowiec - 2009-03-21, 17:10

Wprawdzie tropikalne Seszele nie są moim ulubionym zakątkiem na ziemi, ale bociany je lubią :)


Cytat:
Prawdziwym skarbem Seszeli są jednak ptaki. Żyją tu gatunki niespotykane nigdzie indziej na świecie, a dodatkowo od października zlatują na zimę wędrowne ptaki z Europy i Azji, wśród nich coraz częściej bocian biały. I choć zasadniczo boćki unikają pokonywania długich dystansów nad oceanem, nie wiadomo dlaczego co roku jest ich coraz więcej.


Więcej o rajskich wyspach w Gazecie Wyborczej.

Wędrowiec - 2010-04-06, 16:52

Niebieski bocian pojawił się w Biegen.

http://wiadomosci.wp.pl/g...ia,galeria.html

Wit2 - 2010-04-06, 19:40

Wędrówko, czy to nie spóźniony żart 'prima-aprilisowy' ?
No i w dodatku fotki na BIAŁYM tle wszystkie ! Takie białe niebo tam mają ?
Usiłowałem doszukać się daty wydania tej informacji - nie udało się.
Ale gratulacje wielkie dla bystrej wyszukiwaczki ! :d: ... gdyby jeszcze tak...
niebieskie jaja - idealne na Wielkanoc :lol:

Wędrowiec - 2010-04-06, 20:50

Wiadomośc jest dzisiejsza :)
http://wiadomosci.onet.pl..._foto,item.html

Ela237 - 2010-04-06, 20:55

Wygląda jakby wpadł do pojemnika z farbą.
Wit2 - 2010-04-06, 22:02

Dzięki Wędrówko - dokopałem się nieco za późno :(
Mnie Elu, nadal wygląda to jak taki sobie żart. Mocno spóźniony zresztą. Porównując zdjącia,
na jednych brzuszek jest biały a niebieski na drugich. Efekt obróbki !
No i to białe tło w około !
Widziałem ten program ale go nie mam. Gdybym miał, to zrobiłbym drugiego boćka na ... zielono ! :lol:
Widocznie chcą czymś zafrapować czytelniów. No i to miejsce gdzie niby go widziano ...
Pozdrawiam :d:

Ela237 - 2010-04-07, 06:15

O ptasich wędrówkach

http://portalwiedzy.onet....czasopisma.html

I trochę podstawowych informacji o różnych gatunkach ptaków /niektóre ze zdjęciami/

http://supermozg.gazeta.p...deks_hasel.html


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group