B O C I A N Y Strona Główna

B O C I A N Y
FORUM MIŁOŚNIKÓW PTAKÓW I PRZYRODY

WITAMY WSZYSTKICH SERDECZNIE
I ZAPRASZAMY DO MIŁEGO SPĘDZENIA CZASU Z NAMI

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload
 Ogłoszenie 



Poprzedni temat «» Następny temat
Rodaków portret własny
Autor Wiadomość
Iwonami 
gwarek gaduła


Pomogła: 8 razy
Dołączyła: 20 Maj 2006
Posty: 3388
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-01-09, 05:06   Rodaków portret własny

Kolejna ciekawostka z cyklu „Polaków portret własny”. Dyskusja miała już miejsce w Niecodzienniku.

W Warszawie likwidowane są klasyczne budki telefoniczne, a w ich miejsce montuje się słupki z niewielkim daszkiem, a pod nim automat telefoniczny. To, że nic nie słychać gdy się rozmawia, bo ruch uliczny to sporo decybeli, nie jest tak ważne, to że zacina deszcz gdy pada, to że zimą trudno jest w rękawiczce wybrać numer telefoniczny, a bez niej jeszcze gorzej, bo zimno – to jest też nieważne.
Trzeba było wybrać taki sposób montowania automatów telefonicznych, bo rodacy w klasycznych budkach siusiali i kupkali, tudzież zostawiali śmieci………

Źródło: http://www.zw.com.pl/artykul/322915.html
 
 
Iwonami 
gwarek gaduła


Pomogła: 8 razy
Dołączyła: 20 Maj 2006
Posty: 3388
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-11, 14:01   

Pragnę przedstawić tutaj artykuł z 6 numeru tegorocznego Newsweeka.
Artykuł p.t. "Jazda polska" dotyka dość oczywistego tematu i wywołał sporą dyskusję na stronach internetowych tego tygodnika. Jeśli będziecie mieć dość czasu na przeczytanie tych 4 stron, ciekawa jestem jak to postrzegacie ze swego punktu widzenia.Cytuję tu jedynie fragment taki jaki jest na stronie internetowej Newsweeka. Reszta to niestety skany z posiadanego przeze mnie egzemplarza papierowego.



JAZDA POLSKA

Tomasz Stawiszyński
Ruchu na polskich drogach nie reguluje ani kodeks drogowy, ani nawet kodeks Boziewicza. Jeśli w ogóle działają tam jakiekolwiek prawa, to zbliżone do tych z Kodeksu Hammurabiego. Tylko brutalniejsze.

Za kierownicą usiadłem ja – świeżo upieczony kierowca, który od półtora miesiąca jest szczęśliwym posiadaczem prawa jazdy. Obok – dr Jan Witold Suliga, znany etnograf i antropolog kultury. Zadanie: obserwacja uczestnicząca. I próba wnikliwej analizy tego, co się będzie działo dookoła.

Do eksperymentu przygotowaliśmy się bardzo profesjonalnie. Wyznaczyliśmy trasę – Warszawa i okolice. Postanowiliśmy wyposażyć się w profesjonalny sprzęt CB, czyli podstawowe narzędzie, za pomocą którego komunikują się ze sobą wytrawni kierowcy. Może kiedy posłuchamy o czym mówią, jakie przekazują sobie informacje i przed czym się nawzajem ostrzegają – uda nam się zrozumieć, dlaczego polscy kierowcy, którzy według badań przeprowadzonych przez PZU aż w 80 proc. uważają się za dobrych i bardzo dobrych, powodują rocznie ponad pięć tysięcy wypadków ze skutkiem śmiertelnym (nie licząc prawie 400 tys. kolizji i niemal 50 tys. innych zdarzeń).

Z tak niechlubną statystyką znajdujemy się w czołówce krajów UE. Na 100 wypadków w Niemczech tylko 1,6 kończy się śmiercią, w Wielkiej Brytanii 1,7, w Austrii 1,8, a w Polsce ponad 11.



http://www.newsweek.pl/ar...polska-,36145,1


 
 
nevra 
na czytanie ze zrozumieniem najlepsze są tabletki



Pomogła: 3 razy
Dołączyła: 01 Lut 2006
Posty: 8190
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2009-02-11, 18:17   

Zanim założę patrzałki i poczytam skany, rzeknę tak.

Za granicami mają: świetne drogi, liczne, odciążające ruch autostrady, sprawne samochody. Poza tym na ichnich drogach nie ma warstw błota, pozostawionych przez wyjeżdżajace z pól traktory, zgubionych przez rolników ziemniaków, buraków i główek kapusty.

Na drogach nie leżą uszkodzone opony ani żadne inne resztki samochodów.

Kierujący jednośladami i piesi nie wałęsają się po jezdni bez odblaskowych światełek, nie leżą pijani na drodze, nie prowadzą, gdy są w stanie wskazującym.

Za kierownicę zalani w trupa tez nie wsiadają.

A w wielu krajach można jeździć o wiele szybciej i, co ciekawe, nawet wypić przed jazdą wino czy piwo.

Poza tym ichnie karetki przyjeżdżają szybko.

Co do pijusów. Takiego jednego kilka lat temu mało nie rozjechałam na drodze gdzieś między Otwockiem a gierkówką. Ominęłam "coś" leżące na jezdni, było ciemno już i wilgotno. Jako żem istota ciekawska, zatrzymałam się i poleciałam sprawdzić, co to leży, z zamiarem kopnięcia tego czegoś do rowu. Nie kopnęłam, bo na jezdni leżał ludzki łeb, a w rowie reszta, do tegoż łba przynależna.

Udało mi się dodzwonić na policję; zostałam zapytana o dokładne miejsce, a konkretnie o miejscowość, podałam jakąś nazwę. Usłyszałam w odpowiedzi "a, to Kowalski, on tak często leży". Nie przejęli się wcale.

Gdybym go rozjechała, pewnie by mnie ciągano po jakichś instytucjach, a przedtem musiałabym w coś dmuchać.
_________________


kochane małe futrzaczki
 
 
 
roscia 
kakadu



Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 08 Lut 2006
Posty: 980
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-11, 20:15   

nevra napisał/a:
Ominęłam "coś" leżące na jezdni, było ciemno już i wilgotno. Jako żem istota ciekawska, zatrzymałam się i poleciałam sprawdzić, co to leży, z zamiarem kopnięcia tego czegoś do rowu. Nie kopnęłam, bo na jezdni leżał ludzki łeb, a w rowie reszta, do tegoż łba przynależna.

Udało mi się dodzwonić na policję; zostałam zapytana o dokładne miejsce, a konkretnie o miejscowość, podałam jakąś nazwę. Usłyszałam w odpowiedzi "a, to Kowalski, on tak często leży".


Może to i tragiczne, ale dawno się tak nie obsmiałam :lol:
_________________
roscia
 
 
 
Iwonami 
gwarek gaduła


Pomogła: 8 razy
Dołączyła: 20 Maj 2006
Posty: 3388
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-11, 21:17   

Miałam podobną przygodę. Przyjechała do mnie koleżanka z Włoch i jechałam z nią pokazać jej Wieliczkę. Na jezdni leżał rower, obok facet (pijany) i sobie spał. Dodam, że i on i ten rower leżeli na środku jezdni.
Dobrze, że to było w dzień. Nie muszę Wam mówić w jakim szoku była Letizia :(
 
 
nevra 
na czytanie ze zrozumieniem najlepsze są tabletki



Pomogła: 3 razy
Dołączyła: 01 Lut 2006
Posty: 8190
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2009-02-11, 21:47   

No to tak, któregoś razu jadę sobie do Trzebnicy. Po drodze mam klika górek i zjazdów. Zima, teoretycznie nad ranem, czyli noc. Jadę sobie z górki, piątej jeszcze nie ma. Z drugiej strony coś jedzie pod górkę. W jego światłach widzę zataczajacą się zjawę jakieś 100 m przede mną. Właśnie się przetoczyła z przeciwległego pobocza przed tamtym, co jechał pod górkę i ją zwiało na mój pas. Łaska boska, że tamten jechał, bo nie miałabym szansy ominąć.

Co do tirowców typu Wieśka, to oni wszyscy tak mają. Czy to Józki, czy Franki, czy Kaziki - jedno wielkie zagrożenie. Na tory z tirami!
_________________


kochane małe futrzaczki
 
 
 
Ketrab75 
gwarek gaduła



Pomógł: 1 raz
Dołączył: 04 Lut 2006
Posty: 2382
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2009-02-11, 22:45   

Dużo prawdy jest w tym artykule.

Już kilka lat jeżdżę samochodem, pokonuję rocznie ponad 60 tys. km, widuję takie obrazki codziennie. Ale dodam jeszcze jedno spostrzeżenie dotyczące dzieci w aucie.
Tatuś odwozi swoje pociechy do szkoły, jedzie prawie zgodnie z ograniczeniami, innym jadącym szybciej wygraża, strofuje, zajeżdża drogę, kiedy tylko wysadzi dzieci pod szkołą wstępuje w niego demon. Teraz on jest panem drogi.

Ostatnimi czasy stwierdziłem, że ja w walce na drodze nie chcę uczestniczyć, zacząłem stosować się do zasad eco-drivingu, czyli jazdy pasywnej. Niech inni jadą przodem, niech się spieszą, ja wyjeżdżam 5 minut wcześniej z domu, jadę spokojnie i dojeżdżam mniej lub więcej o tym samym czasie co "pośpieszni". A przy moich rocznych przebiegach ile kasy zostaje mi z każdego zaoszczędzonego litra/100km. :052: I ile nerwów sobie oszczędzam. :052:
_________________

 
 
Iwonami 
gwarek gaduła


Pomogła: 8 razy
Dołączyła: 20 Maj 2006
Posty: 3388
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-12, 00:12   

Wypróbowałam taką spokojną jazdę na trasie Warszawa - Władysławowo. Postanowiłam jechać zgodnie z przepisami, nie przekraczać dozwolonej prędkości i byłam na miejcu o 20 minut później niż zwykle. Do przejechania mam dokładnie spod mojego domu 447 kilometrów.
Od dawna już tak jeżdżę, ale niestety z tymi ciężarówkami to święta prawda.
Jednak nie wiem czy zaglądaliście do dyskusji która miała miejsce na stronie Newsweeka.
Strasznie dużo ludzi krytykowało autora artykułu :(
 
 
nevra 
na czytanie ze zrozumieniem najlepsze są tabletki



Pomogła: 3 razy
Dołączyła: 01 Lut 2006
Posty: 8190
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2009-02-12, 11:46   

No cóż. Radary nic nie dadzą, bo najwazniejsze jest to, aby sieć dróg była duża, przepustowa, a ludzie nie traktowali szosy jak prywatnego podwórka.

Tiry z dróg, to podstawa. Od razu nawierzchnie będą lepsze, mnie zniszczone, a i ruch mniejszy. Poza tym, tiry jeżdżą koszmarnie, bez opamiętania. Żadne przepisy nie są dla nich, nie wiem, jakim cudem jeden z komentujących napisał, że setki nie przekraczają? Wyprzedziłam tirów tysiące i nieraz miałam wtedy sporo ponad 120, bo drań leciał jak debil. Poza tym jadą jeden drugiemu na ogonie tak, by innym uniemożliwić wyprzedzanie. Nie korzystają z lusterek i zazwyczaj wyprzedzając, zjeżdżają innym tuż przed maskę, lekceważąc fakt, że ktoś jadący za nim już dawno wrzucił migacz i jest na lewym pasie.

Kolejna sprawa, to rowerzyści i pieszy. Dopóki nie będą musieli płacić mandatów, będą traktować drogi, jak polne ścieżki.

Następna sprawa, to pijacy. Zabierać prawo jazdy dożywotnio i bez żadnych dyskusji.
_________________


kochane małe futrzaczki
 
 
 
Iwonami 
gwarek gaduła


Pomogła: 8 razy
Dołączyła: 20 Maj 2006
Posty: 3388
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-12, 13:08   

Kolejny kamyczek do tego samego ogródka.
Znalazłam ciekawy, moim zdaniem, tekst sprowokowany ostatnim przypadkiem, jaki zdarzył się P.P. Rokitom.

http://wiadomosci.onet.pl...ch,artykul.html

W Onecie ma miejsce przedsięwzięcie p.t. Dziennikarstwo Obywatelskie.
Cytuję tekst, bo on po pewnym czasie znika ze strony.


Zachowywali się dziwnie - byli w kapeluszach

elvgreen, 11 Lutego 2009, 22:15

Historia z Janem Rokitą w roli menela, który dorwał się do samolotu to science fiction, w którą uwierzyć trudno. Z drugiej strony każdy mógł usłyszeć jak były poseł krzyczy "ratunku, biją mnie, ratujcie mnie!". Czy tak zachowują się normalni ludzie nawet gdy policja skuwa ich w kajdanki?

Zabawnie zrelacjonował całe zdarzenie jeden z pasażerów owego lotu. "Pan i pani zachowywali się dziwnie. Obydwoje byli w kapeluszach". Rewelacyjny tekst godzien zapamiętania. Przypomina sentencję Frenchi z "Drobnych cwaniaczków" Woody Allena: "Mogłam się go słuchać! On nie ufał moim księgowym bo wszyscy mieli wąsy".

Cała ta historia to jednak dobry pretekst do refleksji nad różnicami kulturowymi dzielącymi Polaków i, nie tyle resztę świata, co Niemców.

Wszystko co napiszę niżej będzie bardzo subiektywne i pewnie będzie stanowiło spore uogólnienie, ale związane jest z osobistymi doświadczeniami i sądzę, że mogę je przedstawić. Marek Edelmann mówił: "Co z tego, że w czasie wojny byli też dobrzy Niemcy, skoro ja żadnego nigdy nie spotkałem?". To zdanie zawsze przytaczam, gdy ktoś mi zarzuca uogólnienia. Okazuje się, że one dobrze oddają jednak rzeczywistość.

Niemiecka sztywność

"Jak świat światem nigdy Niemiec nie będzie Polakowi bratem" - powiedzenie, które dość dobrze oddaje nastawienie obydwu nacji do siebie. Polacy pracując w Niemczech usłyszeć mogą z ust współpracowników "przezabawne" dowcipy o swoim narodzie w stylu "Skąd wiadomo, że Polak był w kosmosie? Bo wieki wóz nie ma kół". Zdarzyło mi się też usłyszeć żart - ogłoszenie biura podróży reklamującego podróż do polski "Jedźcie tam, wasz samochód już tam jest". Niemcy uwielbiają się śmiać z tego typu dowcipów. Nie chodzi o to, że nie mam poczucia humoru. Chodzi o to, że to jest po prostu głupie. Natomiast zabawna była reakcja na kontrdowcip - ogłoszenie biura w Polsce - "Jedźcie tam, dobra waszych dziadków już tam są". Wielkie oburzenie i konsternacja.

Dodać należy, że wiele lat pracowałem w Niemczech przy różnych projektach w wielu miastach, współpracowałem z pracownikami banków hipotecznych, towarzystw ubezpieczeniowych, spółdzielni mieszkaniowych od Bremen po Monachium. Pracowałem wiele lat z ludźmi, którzy stanowili podobno niemiecką klasę średnią. Ale to z nimi właśnie wiążą się moje najczarniejsze doświadczenia, których nie zdobyłem pracując jako kilkunastoletni chłopak jako pomocnik w warsztacie samochodowym.

Naród nadludzi

Niemcy mają poczucie wyższości. Dobrze czują się wśród ludzi słabszych, biedniejszych, gorzej wykształconych. Wyraźnie nie przyzwyczajeni są do tego, że jakaś inna nacja, a już broń Boże Polacy, mogą stać wyżej nich. Niemcy zawsze mają rację. Znani są z solidności i punktualności. Niestety często posunięte są do absurdu. Przypominam sobie sytuację gdy grupa Polaków spóźniła się 3 minuty (sic! - zegar był umieszczony na przedzie autobusu) na autobus, w którym punktualnie czekali już Niemcy (po zwiedzaniu jednego z dużych europejskich miast). Nagle cała przyjazna atmosfera prysła. Bo spóźniliśmy się.

Pracowaliśmy z wieloma ludźmi, którzy na codzień wykazywali bardzo przyjacielską postawę. Przeżyłem jednak wiele sytuacji, gdy ci sami ludzie, których darzyłem sympatią i zaufaniem potrafili donieść do szefa, że przez internet chcę zarezerwować miejsce w hotelu we Francji. Jakby było to coś nagannego. A jednak szef pofatygował się do mnie. Nie bardzo rozumiałem o co chodzi. Wcześniej prosiłem o odblokowanie dostępu do stron kodowanych aby móc zapłacić kartą. Nigdy bym o tym nie pisał, gdyby skala tego typu zjawisk, których byłem świadkiem w Niemczech, nie przekraczała wielokrotnie poziom analogicznych sytuacji w Polsce.

Rozkaz jest rozkaz

Pracując z Niemcami odczuwa się niekiedy tak potężny dystans, że zaczynasz się zastanawiać co by bylo gdyby nagle wybuchła wojna a kierownikowi kazano postawić mnie pod ścianą o rostrzelać. Wiele razy nie miałem wątpliwości, że nie zawahałby się. Otrzymał polecenie, rozkaz i go wykona. Bo tak jest tam postrzegany udział jednostki w tej wielkiej dobrze naoliwionej machinie. Choć pracowałem z wieloma ludźmi w Polsce, nie zawsze współpraca układała się tak jakby sobie tego życzył, to nigdy nie miałem tego typu skojarzeń. Tylko w Niemczech.

Tu gra wszystko do momentu kiedy nie powinie ci się noga. Ten cały pochód uśmiechniętych ludzi maszeruje równym marszem. Jeden patrzy z podniesioną głową na drugiego. Ale niech komuś się powinie noga, to pies z kulawą nogą nie przystanie. Będą szli dalej i go stratują. Mało tego - będą go kopać, za to, że opóźnia marsz.

Jeśli masz w Niemczech domek i przyjdzie ci do głowy w niedzielę skosić trawę to uważaj - sąsiad czuwa. Choćbyś z nim zjadł beczkę soli, wypił wiadro wódki - zadzwoni na policję i będziesz miał nieprzyjemności.

Zdarzyło mi się mieć nieprzyjemności z powodu ludzi, którzy wcześniej regularnie prosili mnie o osobiste przysługi, i ktorym nigdy nie odmawiałem. Gdy przy krótszych projektach prosiłem swoich pracodawców o list referencyjny (bez porozumienia ze swoją firmą macierzystą) to w ciągu kilku godzin dowiadywał się o tym mój przełożony w Polsce.

Z igły widły

Jeśli zamierzasz odwiedzić hotel, w którym firma zarezerwowała Ci pokój, razem z żoną i próbujesz negocjować dodatkową opłatę, którą musisz za jej pobyt wpłacić (pokój i tak ten sam), to spodziewaj się, że informacja o tym fakcie trafi do twojego przełożonego.

Mógłbym wymieniać tego typu historie, które przydarzyły się mi lub moim znajomym, całymi garściami. Wiem, że wszędzie można się spotkać z tego typu zachowaniami, ale skala, z jaką miałem do czynienia w Niemczech przekroczyła wszystko, co do tej pory obserwowałem w innych częściach Świata.

Inna kultura

Gdy przekraczasz granicę niemiecko - francuską zauważysz coś ciekawego. Uważni czytelnicy zwrócą uwagę, żę nia ma takich granic. Nieprawda! Są. Jest to wjazd na płatną autostradę francuską. Od tego momentu Europa nie wygląda już tak sztywnie i nadęcie. Pani przy kasie siedzi z wyraźnym luzem, rozmawia z koleżanką obok obsługując jednocześnie ciebie, czuć luz i brak drylu, który w Niemczech był jak wirus. To jak świeży oddech, który będzie ci towarzyszył już do samej Portugalii.

Prowadziłem swojego czasu spór z pewną osobą, która twierdziła, że nie istnieje coś takiego jak mentalność niemiecka, polska czy jakakolwiek inna. Niestety nie mogę się z tym zgodzić, bo rzeczywistość tego nie potwierdza. Różnice wynikające z różnego rodzaju uwarunkowań - historycznych, religijnych, geograficznych, kulturowych, klimatycznych nawet są tak wielkie, że nie da się przejść nad nimi do porządku dziennego. One kształtują narody.

Niemcy to naród silnie sfeminizowany. Po wojnie w kraju prawie nie było mężczyzn. To był naród wdów, które odgruzowywały kraj, kobiet wychowujących samotnie dzieci. Dziś mamy pokolenie ludzi, których problemy wzięły się z chorych relacji niepełnej rodziny (matka - syn - córka) w warunkach powojennej depresji.

Dziękuję, ale postoję

Mógłbym tam żyć, dobrze zarabiać, rozwijać się. Dziekuję. Wszędzie, tylko nie w Niemczech. W tym kontekście oraz w świetle przygody Jasia Rokity, proszę wybaczyc, ale wierzę naszemu byłemu parlamentarzyście gdy mówi, że padł ofiarą niemieckiej niechęci do Polaków.

Dzięki przyjaciołom, których wyjątkowość jedynie podkreśla w moich wspomnieniach powszechność tych negatywnych cech, dało się wytrzymać. Dlatego Felix, Bjoern, Rita, Petra - dziękuję, a Berlin i tak pozostanie moim ukochanym miastem.
 
 
Iwonami 
gwarek gaduła


Pomogła: 8 razy
Dołączyła: 20 Maj 2006
Posty: 3388
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-12, 13:28   

Malutkie Post Scriptum. Polecam przejrzeć komentarze na stronie z artykułem.
Też jest to ciekawe, takie swoiste stosunki Polsko - Niemieckie.
 
 
roscia 
kakadu



Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 08 Lut 2006
Posty: 980
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-12, 13:29   

Każdy, niewątpliwie, ma prawo do własnych opinii. Autor tego obywatelskiego artykułu również, oczywiście. Natomiast moja opinia jest taka, że pajac zasłużył na to, co go spotkało i nie należy tu wyciągać armat, w rodzaju stereotypów - Niemcy są tacy a tacy, Polacy za to całkiem inni, bo to co jednemu jawi się jako wspaniała ułańska fantazja, drugiemu wydaje się raczej bufoniastym awanturnictwem. I wcale nie trzeba być Niemcem, żeby tak uważać.
_________________
roscia
 
 
 
Iwonami 
gwarek gaduła


Pomogła: 8 razy
Dołączyła: 20 Maj 2006
Posty: 3388
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-02-12, 13:46   

Nie będę Was katować wklejaniem kolejnego tekstu, ale to też jest dobre :) i trochę a propos powyższego. (Plus komentarze :) )

http://abc.onet.pl/8443,1...tu,kontent.html
 
 
nevra 
na czytanie ze zrozumieniem najlepsze są tabletki



Pomogła: 3 razy
Dołączyła: 01 Lut 2006
Posty: 8190
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2009-02-16, 20:17   

Czytałam to na żywo... :) Ale wcale się nie dziwię. W końcu o tragedię nietrudno, a o pomyleńców/terrorystów coraz łatwiej...

To, że z Jasia wyszła Marysia :) , to zupełnie inna sprawa.
_________________


kochane małe futrzaczki
 
 
 
nevra 
na czytanie ze zrozumieniem najlepsze są tabletki



Pomogła: 3 razy
Dołączyła: 01 Lut 2006
Posty: 8190
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2009-03-10, 20:52   tiry i tirowcy

Już pisałam, że pora najwyższa, coby tiry na tory wsadzić.

Tu nie rodak akurat zawinił, ale... Łotysz - tirowiec.
http://polskalokalna.pl/n...8-latka,1271342

Tu też tirowiec, tyle że Kazach...
http://miasta.gazeta.pl/w...ku_na_A_18.html

Debil zaczął zawracać na autostradzie i 4 osoby spłonęły w wyniku zderzenia. Pięć
kolejnych jest rannych...

Jak ja nie cierpię tirów. :boks:


_________________


kochane małe futrzaczki
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Google
 
Web bociany.org.pl