B O C I A N Y Strona Główna

B O C I A N Y
FORUM MIŁOŚNIKÓW PTAKÓW I PRZYRODY

WITAMY WSZYSTKICH SERDECZNIE
I ZAPRASZAMY DO MIŁEGO SPĘDZENIA CZASU Z NAMI

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload
 Ogłoszenie 



Poprzedni temat «» Następny temat
Moje zabawy z radiem
Autor Wiadomość
Wit2 
ara


Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 1765
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2013-11-29, 13:53   Moje zabawy z radiem

Część 1

Wiek XIX - ty nazwano "Wiekiem pary i elektryczności". Ruszyła wtedy wielka rewolucja techniczna, manufaktury zaczęły być zastępowane przez fabryki w których silę mięśni ludzkich i zwierzęcych, zastępowała maszyna. Wymyślano i doskonalono silniki, konie zastępowano końmi mechanicznymi. Wiele odkryć w dziedzinie elektryczności zachęcało do licznych eksperymentów. Popow konstruował detektor burzowy po wykryciu zjawiska wysyłania "promieniowania" w momencie uderzenia pioruna. Potem sprawdził, że wywołując sztucznie iskry można to promieniowanie wywołać, wykryć i wykorzystać. To samo stwierdził Markoni i zaczął robić pokazy z przesyłaniem sygnałów tym sposobem. Tesla opracował konstrukcję cewki wysokonapięciowej, wysyłającej silne fale. Nowy wynalazek "Telegraf bez drutu" zafascynował świat. "Telegrafy iskrowe" (iskra generowała to promieniowanie) instalowano na statkach. Powstawały nadajniki iskrowe, maszynowe, łukowe.
Pod koniec wieku ilość lawinowo zgłaszanych patentów znacznie osłabła, tak że 1899 roku
urząd patentowy w Nowym Jorku poprosił o swoje zamknięcie. twierdząc, że " wszystko, co było do wynalezienia, zostało już wynalezione" !!!

Ponieważ promieniować, to z łacińskiego radius, zaczęto tak nazywać te nowe doświadczenia z przekazywaniem znaków na odległość. Jak pojawiły się nadajniki "łukowe" (łuk elektryczny dawał ciągły sygnał a iskra sygnały gasnące) i rozpoczęto próby z przekazywaniem mowy i dźwięków, mówiono już o sygnałach radiowych. Naukowcy badając te nowe zjawiska, stwierdzili iż to, co nazywano "promieniowaniem" jest w istocie falą !!! Nie rozchodzi się po liniach prostych lecz dookolnie oraz podlega załamaniom, dyfrakcji i innym dobrze znanym cechom ruchu falowego. I tutaj nastąpiło wielkie zaskoczenie na które długo nie można było znaleźć wyjaśnienia : te "fale" przechodziły bez przeszkód także przez PRÓŻNIĘ !!!
Naruszało to dotychczasowe wyjaśnienie fali, jako rozchodzenie się zaburzenia poprzez rytmiczną zmianę gęstości środowiska. Próżnia nie miała i nie mogła mieć żadnej gęstości !
Poza tym, wszystko inne przemawiało za tym, że to JEST ruch falowy. Aby "ominąć" tą nie wyjaśnioną zagadkę, stworzono hipotezę "eteru". Miała to być 'teoretyczna substancja' bez żadnej masy, bardzo lotna, przeźroczysta i wypełniająca absolutnie wszystko łącznie z próżnią.
Podobną kontrowersję (nieco później) spotkano w sprawie światła. Okazało się bowiem, że światło też jest falą i też elektromagnetyczną ale raz zachowuje się jak idealna fala a drugi raz jak drobinki. Przez dużą część wieku XX -tego mówiło się o "dualizmie korpuskularno - falowym" światła. Dopiero teoria mechaniki kwantowej i nieoznaczoności wyjaśniła te zjawiska ostatecznie.
Ale do dzisiaj jest w użyciu powiedzenie, że coś jest nadawane lub odbierane "na falach eteru", tego hipotetycznego eteru, którego NIE MA !
Jak coś jest nowe to bywa tez bardzo ciekawe. O tym się mówi, pisze, czyta. No i kto tylko może, zaczyna eksperymentować na własną rękę. Tak tez było z telegrafem iskrowym. Przestrzeń wokół ziemi, dotychczas zawierająca jedynie promieniowanie kosmiczne i trzaski od wyładowań burzowych, zaczęła się wypełniać wieloma sygnałami eksperymentatorów różnego kalibru. Brak było jakichkolwiek regulacji jak to zwykle bywa z nie do końca poznaną dziedziną. Mimo iż na statkach różnych linii instalowano nadajniki i nadawano depesze, to nic nie chroniło innych przed użyciem tej lub zbliżonej częstotliwości do różnych eksperymentów. Nie było wyznaczonych częstotliwości alarmowych na których wolno nadawać jedynie w koniecznych przypadkach ani dyżurów nasłuchów na tej częstotliwości. W konsekwencji doszło do wielkiej tragedii Tytanika z tysiącami ofiar.

Po zatonięciu Titanica stało się oczywiste, że potrzebne są przepisy regulujące komunikację bezprzewodową. W 1912 roku Kongres Stanów Zjednoczonych przyjął ustawę radiową, która miała ograniczyć pasma dla krótkofalowców do długości fal krótszych niż 200 metrów (powyżej 1500 kHz). Częstotliwości te w tamtych czasach były uważane za nieprzydatne i liczba hobbystów radiowych znacznie spadła.
Między 1927-28 w Waszyngtonie odbyła się Międzynarodowa konferencja radiotelegraficzna. Ustalono na niej, że pasmami radioamatorskimi będą fale radiowe o długości 80 m, 40 m, 20 m i 10 m. Oprócz bandplanu zostały przyjęte przedrostki (tzw. prefiksy) przed znakami wywoławczymi. (na podstawie Wikipedii)

Zakresy te, były potem znacznie ograniczane jak również dopuszczalne używane moce. Na pociechę, znajdowano też inne dostępne dla pasjonatów "okienka", zależnie od regionów, na które podzielono przestrzeń nad naszym globem. Te wszystkie "okienka" wskazane są zawsze w wydawanej w każdym kraju "Tablicy przeznaczeń częstotliwości". No i w każdym kraju są wydzielone służby porządkowe, sprawdzające przestrzeganie tych postanowień.

Tak się stało, że temat łączności radiowych dosyć mocno związał się z moim życiem. Postaram się napisać jak ja to dzisiaj wspominam. Proszę o wyrozumiałość gdyż będzie to nieco "po łebkach" pisane. Inaczej musiała by to być cała książka. Niektóre sprawy techniczne muszę z konieczności też tu nadmienić ale postaram się je ograniczyć. Jak się ktoś zainteresuje to w księgarni i Internecie znajdzie aż do przesytu literatury fachowej.
Także ja chętnie udzielę wyjaśnień (lub dam przydatny odnośnik) w miarę moich umiejętności.

Cdn.
  
 
 
Wit2 
ara


Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 1765
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2013-11-29, 18:48   

Zabawy z radiem, cz. 2

Nie wiem, czy wydarzenia z dzieciństwa pozostawiają nieodwracalny ślad w życiu osobniczym, ale czytałem iż to jest bardzo prawdopodobne.
Z pewnością istnieją dzieci o spokojnym charakterze, grzeczne i nie sprawiające żadnych kłopotów ale zapewne nie są to zbyt częste przypadki. Szczególnie w męskiej populacji. Przeważnie, gdy się dzieciaka spuści z oczu na dłużej niż 10 minut, zaczyna on poznawanie świata sposobem "organoleptycznym". Takim sposobem zdążyłem podłączyć się do kontaktu (z pomocą 2 szpilek) już w wieku 3 lat. Ten otrzymany wtedy impuls energetyczny najprawdopodobniej ukierunkował
moje dalsze życie.
Niestety w miasteczku w którym potem zamieszkaliśmy, nie było jeszcze prądu. Nie było też zbyt dużo interesujących młodego szkraba zajęć grupowych. Natrafiłem za to w starych rupieciach na wnętrzności po radioodbiorniku. To było moje pierwsze zetknięcie z radiem, wzbudzające ciekawość i worek pytań typu : "jak", "po co", "dla czego". Nie ważne, że urządzenie nie działało i nie mogło działać w tym stanie. Dało się przecież ROZBIERAĆ !

Posiadanie starszego brata, nie zawsze jest korzystne. W tym wypadku było bardzo przydatne, pomimo związanych (z jego większą siłą) licznych niedogodności.
Aby pozbyć się męczącego natręctwa, nauczono dzieciaka czytać. W dodatku ktoś (zapewne złośliwy) podarował mi książkę pt. "Jak czytać schematy radiowe". No i cała reszta była już tylko logicznym następstwem.
Wtedy tylko nieliczni w miasteczku (pamiętam trzech !) mieli prąd elektryczny, czerpany ze zbudowanych na dachach wiatraków z dynamem. Trzeba było radzić sobie samemu. Sposób podpowiedział opis pt. "Jak zbudować odbiorniki kryształkowy".
Wszystko było do zrobienia i nie budziło żadnych problemów, poza dwoma ważnymi częściami. Były to: słuchawki i tytułowy "kryształek". Zacząłem szperać w dostępnej literaturze i znalazłem określenie "galena". Encyklopedia podpowiedziała, że to jest siarczek ołowiu - PbS. Nie wiedząc
wtedy nic o równoważnikach molowych, postanowiłem wykonać ten kryształek sam. Z pomocą pilnika, zamieniłem kulawego żołnierzyka ołowianego w sporą szczyptę wiórków. Siarkę można było kupić w drogerii. Z pomocą prymitywnej wagi, naważyłem jednakowe ilości tych dwu składników i wsypałem do probówki. Topienie ołowiu już miałem wcześniej opanowane i teraz też nie było problemów. Po skrystalizowaniu i ostygnięciu mieszaniny, trzeba było stłuc probówkę.
Okazało się, że to co w niej było, dało się łatwo połupać na mniejsze, ładnie błyszczące kryształy. No i co najważniejsze - działające jako detektory w zbudowanym układzie. Trzeba było jeszcze ten kawałek kryształka przymocować objemką z blaszki mosiężnej (wziętej od baterii 4,5 V) i odciętą sprężynką stalową wyszukać na powierzchni kryształka najczulsze miejsce. Wiele lat później, można było kupić, produkowane już fabrycznie, diody ostrzowe detekcyjne, oznaczone jako "DOG" czyli "Dioda Ostrzowa Germanowa" - działające podobnie.
Słuchawek zbudować samemu już nie mogłem. Musiały być wysokoomowe (2000 Om) i bardzo czułe. Zaciągnąłem na nie pożyczkę u brata ale służyły mi potem przez wiele lat.
Oczywiście trzeba było jeszcze zrobić dobre uziemienie i rozwiesić zewnętrzną antenę.
Nawet produkowane fabrycznie odbiorniki radiowe, wielolampowe, musiały jeszcze bardzo długo korzystać z zewnętrznej anteny.
Następną przymiarką było zbudowanie sobie superheterodyny zasilanej bateryjnie na dwu lampach typu 2K2M bo koniecznie chciałem mieć radio przenośne :)
(2K2M - bateryjna pentoda z cokołem oktalowym i siatką pierwszą wyprowadzoną na górę bańki, przeznaczona do obwodów w.cz. urządzeń radiowych).



Tak to się wszystko zaczęło...

cdn.
 
 
Wit2 
ara


Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 1765
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2013-11-29, 23:19   

`
Zabawy z radiem, Cz. 3

Po tak gwałtownym zderzeniu z falami radiowymi i ich przetwarzaniem, zdawać by się mogło że ciąg dalszy żywota, jest już do końca zdeterminowany. Jednak stało się inaczej. Zainteresowania nieco się zmieniają a bardziej pociąga zawsze coś nowego i kusi nieznane. Z elektrycznością się jednak nie rozstawałem. Samodzielne konstruowanie odbiorników przestało być konieczne. Nauka, poznawanie ludzi oraz rozglądanie się za pasującą drugą połówką wypełniły czas. Trzeba było znaleźć sobie własne miejsce w świecie a potem zadbać o własne dzieci. W tym też o ich potrzeby i... ich zabawy !!
Zastanawialiśmy się razem z żoną, czym zainteresować najstarszego syna, bo rower to trochę mało a kopanie piłki go nie interesowało. Dowiedziałem się, że na Osiedlu jest pracownia techniczna dla młodzieży. Poszedłem zobaczyć. Cała "pracownia" mieściła się w piwnicznej 'wózkarni'. Na ścianie wisiała szkolna tablica a na niej różne schematy prostych układów. Przy długim stole gromadka szkolnych dzieciaków zajętych samodzielnym wykonywaniem narysowanych połączeń. Syn
spotkał dwu kolegów z klasy i zaraz zainteresował się co oni tam robią. Dwójka dorosłych opiekunów okazała się moimi znajomymi z Zakładu pracy. Omówiłem warunki spotkań i zamierzałem pozostawić syna pod taką opieką. Chciał zostać. Przed wyjściem spostrzegłem w głębi jeszcze jedne drzwi a na nich tabliczkę z napisem "Radiostacja klubowa". Zainteresowało mnie to : - to jest prywatna radiostacja ? Odpowiedziano że tak. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej.
Umówiliśmy się, że przyjdę w dzień "radiowy".
No i tak zetknąłem się praktycznie z radioamatorstwem.
Początkowo przysłuchiwałem się prowadzonym łącznościom nie rozumiejąc wielu używanych tam zwrotów. Odpowiedzi nie wyjaśniały wszystkiego. Wypożyczyłem książeczkę zatytułowaną "ABC krótkofalowca" (format A4, stron 294 + mapka). Potem kupiłem taką dla siebie. No i wciągnęło mnie "z kopytami" !
Okazało się, że aby rozmawiać przed radio, trzeba zdać egzamin państwowy uzyskując tzw. "Świadectwo uzdolnienia" a następnie wnioskować o przyznanie międzynarodowego znaku wywoławczego i wydanie dokumentu "Pozwolenie radiowe na używanie radiowych urządzeń nadawczych..." zwane potocznie "Licencją". Można też wtedy wystąpić o wydanie dokumentu "Świadectwo operatora".
Zaczęła się zabawa bo uczyłem się tych nowości razem z synem i razem zdawaliśmy egzamin. Współzawodnictwo ambicjonalne zadziałało !
Jak już ta przeszkoda została pokonana, to można było rozpocząć... samodzielne budowanie radiostacji, bo fabryczne (przeważnie japońskie) były w cenie porównywalnej do nowego samochodu (jeśli w ogóle ktoś chciał sprzedać). Prywatny import przekraczał możliwości.
(Obecnie można już kupić fabryczne transceivery, a ceny są odpowiednie do wybranego modelu i porównywalne do dobrego komputera. Ale są też modele wyczynowe - baaardzo drogie.
Własne konstrukcje (zamiłowanych konstruktorów) są nadal akceptowane i podziwiane !
Aby wciągnąć się w tematykę, równolegle do łykania nowej wiedzy, słuchałem rozmów radiowych prowadzonych przez starych "wyjadaczy". Do tego celu pożyczyłem starą radiostację wojskową zwaną RBM-1. W niejednym filmie wojennym była pokazywana. Ta miała jeszcze napisy po rosyjsku, bo spotykało się też polskie wersje.
Jej fotkę dołączyłem w poprzednim odcinku.
Do dzisiaj wspominam z wielką przyjemnością łączności prowadzone przez zasłużonego krótkofalowca SP2BE, pana Klemensa. Miałem też dużą przyjemność poznać go potem osobiście. Był to człowiek o wysokiej kulturze i życiorysie jak z filmu. Do tego niesłychanie koleżeński. Miał ogromną wiedzę techniczną i ogólną. Całą swoją aparaturę wykonał samodzielnie. Było od kogo się
uczyć i wielu z tego korzystało. Niestety dzisiaj już nieżyjący (silent key - wg naszego slangu). Ale po wprowadzeniu w Google jego znaku SP2BE, można zobaczyć jak wyglądał, ile zdobył różnych dyplomów. Niestety nie usłyszy się jak pięknie prowadził łączności...
Jego klubowi koledzy organizują "zawody memoriałowe" jego imienia.

Jak się komuś już udało wykonać działającą i odpowiadającą wymaganiom technicznym radiostację, trzeba było jeszcze... wykonać i zawiesić swoją antenę. Bez tego ani rusz ! Jak się chce "wyjść w świat" to przynajmniej antenę trzeba wywiesić poza mieszkaniem !
Podręcznik "Amatorskie anteny KF i UKF" liczy sobie 517 stron A4. Co jakiś czas, któryś z radioamatorów publikuje nową wersję skutecznej anteny. Pokażę jak niektóre z nich wyglądają. Osiągnięcia pasjonatów amatorów w antenowych konstrukcjach, śledzone są z uwagą przez rozliczne firmy komercyjne i często potem produkowane fabrycznie do celów ogólnych lub specjalnych. Często anteny takie są nazywane znakiem wywoławczym swych twórców. Np.
G5RV-(Brytyjczyk), W3DZZ-(Amerykanin), DL7AB-(Niemiec), HA5DM-(Węgier), HB9CV-(Szwajcar), itp.

Często wykonuje się anteny kierunkowe wieloelementowe. Poniżej anteny moich kolegów :





Cdn.
 
 
Wit2 
ara


Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 1765
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2013-11-30, 19:36   

Moje zabawy z radiem, Część 4

Wspominałem już, że radioamatorom ograniczono zakres korzystania z fal radiowych. Ograniczono też dopuszczalne moce. Przeważnie moc amatorskiej radiostacji nie przekracza "100W doprowadzonych do stopnia końcowego nadajnika" - jak to jest podawane w Pozwoleniu. To tyle ile pobiera jedna żarówka. No tak, ale żaden 'stopień końcowy' nie pracuje ze sprawnością
100% bo to niemożliwe ! Między nadajnikiem a anteną musi być też jakiś kabel przesyłowy (nazywają go z obca fiderem) - on też trochę pochłania. Wiadomo - im wyżej zawiesimy antenę, tym dalej nas słychać. Ale im antena jest wyżej tym kabel dłuższy i większe w nim straty. Aby straty były jak najmniejsze, trzeba DOPASOWAĆ impedancję (oporność falową) nadajnika do kabla a kabla do
anteny. Kabel jest najczęściej z "gorącą" żyłą w środku i ma zewnętrzny metalowy oplot więc jest torem "asymetrycznym" a antena jest "symetryczna". Koniecznym staje się symetryzator czyli specjalny "balun" (to z połączenia słów balanse - unbalanse). Jednym słowem - zgrać wszystkie części ze sobą i wybrać tzw. "złoty środek". A to wymaga nieco wiedzy i... cierpliwości.
Ponieważ w powszechnym użyciu (także morskim i lotniczym) jest kod "Q" - musimy go znać.
vide:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kod_Q

QSO oznacza łączność a karta QSL to potwierdzenie takiej łączności.
Potwierdzenia powinniśmy wysyłać swym rozmówcom gdy poproszą. Do dyplomów (na razie) zaliczane są tylko te papierowe, otrzymane przez pocztę lub za pomocą "Biur QSL". Takie biuro prowadzi PZK (Polski Związek Krótkofalowców) dla swoich członków w ramach składek. Nie wszystkie kraje posiadają takie Biura. Są jeszcze potwierdzenia przez Internet "e-QSL".
Każdy indywidualny znak wywoławczy, oznacza konkretną osobę. Składa się z "prefiksu", czyli oznaczenia kraju i "sufiksu" czyli osobistego wyróżnika danego nadawcy. Polska ma przydzielone prefiksy SP i SQ. Prefiksem SP oznaczone są też samoloty i szybowce rejestrowane w Polsce.
Prefiksy takie jak: SN, HF i 3Z też przyznane Polsce, stosowane dla polskich stacji okolicznościowych pracujących okazjonalnie i tylko w określonym czasie.

W zakresie fal krótkich wyznaczono nam małe wycinki częstotliwości w pasmach:
80m (3,5-3,8 MHz), 40m (7,0-7,1 MHz), 20m (14,0-14,35 MHz), 15m (21,0-21,45 MHz),10m (28,0-29,7MHz)
Ponieważ pasma są od siebie znacznie oddalone, zwykłą antenę można dopasować do rezonansu tylko dla jednego pasma. Gdy mamy zamiar nadawać np. na pięciu pasmach powinniśmy mieć pięć anten. Nie zawsze mamy tyle miejsca. Musimy zadowolić się kompromisem i zastosować antenę dającą średnie wyniki dla kilku pasm. Jak chcemy "złowić" dalekie kraje to robimy jedną kierunkową i wieloelementową. Najlepiej jeszcze obracaną w pożądanym kierunku. W dodatku na wysokim maszcie !

No dobrze, a jak już wszystko mamy to co możemy z tym robić ?
Do wyboru mamy cały szereg możliwości takich jak :

- prowadzenie rozmów ze znajomymi (bo tych szybko znajdziemy i poznamy)
- branie udziału w zawodach krajowych lub zagranicznych.
- można zbierać przeróżne dyplomy z akcji, zawodów oraz imprez radiowych
- można próbować robić łączności z odbić fal od śladów meteorytów lub zorzy polarnej
- Możemy zabrać swoje urządzenie na wakacje, tam rozwiesić antenę i rozmawiać.
- możemy wymyślać i wykonywać swoje własne konstrukcję urządzeń radiowych i anten
- możemy wyspecjalizować się w łącznościach na falach ultrakrótkich (UKF). Tam fale rozchodzą się inaczej i inne muszą być też anteny.
- możemy brać z radiostacją udział w promowaniu swego miasta, regionu, ważniejszych wydarzeń lub rocznic oraz organizować konkursy radiowe.
- na UKF możemy robić łączności przez satelity komunikacyjne a także startować w zawodach i to także emisjami cyfrowymi.
- na UKF możemy rozmawiać z kolegami będąc w marszu lub pojeździe wykorzystując "przemienniki" ułatwiające nam zasięg nawet do 50 km z kilu watów mocy
- można zbierać potwierdzenia z odległych kontynentów i starać się "zaliczyć" jak najwięcej "krajów" wymienionych w tzw. "Liście DX- owej".
---------------
DX, to jest 'prefiks' (oznaczenie kraju) przyznany Filipinom. Praktycznie DX-sem, nazywamy trudny do osiągnięcia lub daleki kraj. Takimi DX-ami są np. stosunkowo bliskie nam, ale rzadko spotykane stacje nadające z Monako (3A ), San Marino (9A1 ), Lichtenstein (HB0), Watykan (HV).
----------------
Dyplomy
DXCC = (DX Century Club) - dyplom Amerykańskiego Związku Krótkofalowców - ARRL - (American Radio Relay League). Dyplom jest dostępny dla krótkofalowców na całym świecie.
--------------
Angielski dyplom za łączności z wyspami :
IOTA = (Islands on the Air), jest programem i dyplomem wydawanym przez Radio Society of Great Britain (RSGB) i jest prawdopodobnie drugim najbardziej popularnym dyplomem po DXCC. Zasadą
jest zbieranie punktów za łączności z wyspami i grupami wysp świata, a nie z krajami z listy DXCC.
--------------
Polskie dyplomy - zobacz :
http://www.dyplomy.prv.pl/
http://www.qsl.net/sp7jkw/dyplomy.html
http://sp5prf.pl/weblinks.php?cat_id=7
--------------
Np. polski dyplom za łączności ze stacjami pracującymi z latarni morskich,
"SP LATARNIE MORSKIE" (ang. Lighthouse) i wiele innych
--------------
Są też wydawane przeróżne dyplomy okazjonalne za spełnienie określonych wymogów regulaminowych w łącznościach radiowych.
===========
Dla nadawców z żyłką sportową, jest możliwość sprawdzenia siebie i sprzętu w licznych zawodach.
Nie ma soboty i niedzieli bez co najmniej jednych zawodów radiowych.
Polski Związek Krótkofalowców (PZK) corocznie podaje kalendarz zawodów.
Proszę zerknąć jak to wygląda : Kalendarz Zawodów Krajowych 2013 -
http://www.pzk.org.pl/rea...?article_id=158

----------------
No, ale musimy mieć dużą pasję aby to robić, bo żadnych profitów z tego być nie może!
Poza satysfakcją oczywiście (Hi !)

==============
Dowodem naszej aktywności są potwierdzenia
Kilka ciekawszych, otrzymanych kart QSL potwierdzających łączności :



Cdn.
  
 
 
Wit2 
ara


Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 1765
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2013-12-03, 13:29   

Zabawy z radiem, Część 5

Jak była mowa o kartach QSL, to wspomnę o moim udanym "polowaniu" na takiego DX-a, jak Watykan. Gdy Polak został Papieżem, to wielu z nas nasłuchiwało, czy czasem nie odezwie się stamtąd jakaś stacja. Długi czas było nadal głucho. Oczywiście nie chodzi o Radio Vaticano, tylko o stację amatorską z prefiksem Watykanu : HV.
Pewnego dnia dostałem telefon od kolegi z informacją :"Watykan chodzi na czternastce".
Myślałem, że to jakiś żart, bo w RBI (Radiowy Biuletyn Informacyjny) nie było żadnej zapowiedzi takiej wspaniałej atrakcji. Załączyłem wtedy "transceiver" (połączenie odbiornika z nadajnikiem) i przeszukałem pasmo. Szybko znalazłem. Rwetes był olbrzymi !!! Nie dziwota - ten prefiks nie był od wojny słyszany w eterze. Moje radyjko i kompromisowa antena G5RV nie miały żadnych szans wyemitować tak silnego sygnału, by tam był zauważony pośród setek innych wołających. Po kilkunastu nieudanych próbach zacząłem tylko słuchać.
Nieraz stacje atrakcyjne (z wypraw albo okolicznościowe) stosowały tzw. "split". Nadawały na jednej częstotliwości, a słuchały odpowiedzi obok podając np. "five up" - to znaczy "5 kHz wyżej słucham". Czasem nawet podawali większą odległość, np. 10 kHz lub też "five to ten up" -to znaczy, że będą słuchać w tym zakresie 5 do 10 wyżej. Należało wtedy zrobić odwrotnie - wołać DX-a wyżej, tam gdzie podawał że słucha a samemu słuchać jego odpowiedzi niżej, tam gdzie ON nadaje ! Wtedy wołający nie zagłuszali już swym wołaniem tego, co odpowiadał komuś taki DX. Dawało to większe szanse na sprawną wymianę wzajemną danych.
Innym razem robili łączności po pięć stacji jednego kraju, następnie zmieniali kraj np. "Please only GB" (tylko z Wielkiej Brytanii) i kolejnych pięciu z następnego kraju - znowu inny kraj i kolejne pięć. Jak nikt nie przeszkadzał, to przy takim porządku mógł zrobić bardzo dużo łączności.

Postanowiłem cierpliwie zaczekać. Niestety, operator watykańskiej stacji nadal prowadził łączności na tej samej 'frekwencji'. Było pewne, że szybko zmęczy go wyławianie z coraz to większego harmidru krzyczących, tego jednego którego znak udało mu się aktualnie zrozumieć. Tak też się stało. Powiedział "this QRT ten minutes" (wyłączam na 10 minut). Mimo tego liczne stacje nadal wołały Watykan. Po dłuższej chwili uspokoiło się, a nawet obok zaczęły pracować inne włoskie stacje. Czekałem spokojne licząc, że powróci na tę samą częstotliwość. Jakoś po około 15 minutach odezwał się : "Frequency of the free?" (częstotliwość wolna ?). Tak, jak zawsze powinno się postępować. Skorzystałem i szybko odpowiedziałem : "Yes mr Luca, frequency is free for you - tchis Siera Papa three Lima # #, your report is five nine" (tak panie Luka, częstotliwość jest wolna dla ciebie - tu Sierra Papa 3 Lima # # - [podałem cały mój znak wywoławczy]- twój raport jest 5, 9, ). Imię operatora znałem z jego wcześniejszych łączności z innymi. Potwierdził, podał mi też "zwyczajowe" 5, 9, i w ten sposób miałem zaliczoną łączność. Zaraz też, gdy zapytał QRZ ? (kto mnie woła), hałas na tej częstotliwości znowu bił rekordy !!!
Muszę się przyznać, że po tym wszystkim byłem lekko spocony z wrażenia. Usłyszałem w odbiorniku gratulacje od kolegi, który wcześniej dał mi znać i teraz słyszał moją łączność. Odezwał się do mnie "na QRP" (czyli na małej mocy), by innym nie przeszkadzać. Kolega "zaliczył" ten Watykan dużo wcześniej, gdy jeszcze nie było tak wielu wołających.

Obaj wysłaliśmy swoje QSL-ki i dostaliśmy potwierdzenie od rzadkiego europejskiego DX-a o znaku wywoławczym HV5PUL. Tak więc mój pierwszy "europejski DX" został szczęśliwie "zaliczony". Niestety, wielu kolegów z Polski nie dowołało się wtedy, a pewnie nikt nie wiedział wcześniej o takiej okazji.
Tak to można przeżyć emocje nie ruszając się z domu ...

Dla informacji : przy zwykłej łączności radiowej, jesteśmy zobowiązani do podania swojego imienia (Name), miejsca nadawania (QTH) oraz cyfrowego raportu o jego czytelności "R" (0 - 5) i sile sygnału "S" (3 - 9). Można też podać informację o sprzęcie, na jakim się pracuje oraz o antenie, z jakiej korzystamy. Jak żadna strona się nie spieszy, możemy wymienić się informacją o pogodzie (QWX). Unikać należy tylko tematów "zakazanych" tj. polityki, handlu, religii. Te wymienione tematy są najczęściej głównym powodem wszelkiej agresji między ludźmi. Wszystkie inne tematy prywatne możemy sobie omawiać dowolnie długo. Dla lubiących 'gadać' jest nawet ustanowiony specjalny dyplom "Przeżuwacza Szmat". By go uzyskać, muszę mieć trzy dwustronne łączności powyżej godziny z trzema różnymi posiadaczami takiego dyplomu. I uzyskać od nich potwierdzenie, że nie nudzili się ze mną... (Hi )
W czasie zawodów podaje się tylko to, co nakazuje regulamin zawodów. Na więcej szkoda czasu, bo łączności po wyznaczonej godzinie nie zalicza się. No i czasy muszą się zgadzać u obu uczestników. "Logi" z zawodów (kopia z Dziennika) przesyła się do Organizatora.

Normalnie każdą, absolutnie każdą łączność, musimy notować w "Dzienniku amatorskiej radiostacji", wypełniając konieczne rubryki. Obecnie można prowadzić "Dziennik łączności" komputerowo. Są specjalne programy do takiego notowania. Wtedy komputer może nam podpowiedzieć Imię i Miasto (Name i QTH) danej stacji, a także czy i kiedy już mieliśmy wcześniejsze spotkanie.

"Korespondencję radiową można prowadzić w każdym języku jawnym, to znaczy takim, jaki jest używany w świecie, włączając w to ogólnie przyjęte skróty znaczeniowe ujęte w 'slangu' amatorskim" - tak podaje odnośny przepis. Najczęściej jest to uproszczony angielski. Prefiksy z sufiksami (swój i korespondenta) wymienia się po jednym znaku stosując wyrazy w brzmieniu angielskim np. A = Alfa; B = Bravo; C = Charlie (Czarli); 1 = one (łan); 2 = two (tu); 3 = three (thrii); itd.
(http://pl.wikipedia.org/wiki/Literowanie_w_fonicznych_%C5%82%C4%85czno%C5%9Bciach_radiowych)
Tak samo jest w lotnictwie i na statkach. Przy łącznościach krajowych można literować po polsku.

Bardzo chętnie słyszany jest też język hiszpański, bo nim włada olbrzymia rzesza ludzi na świecie. Do niedawna też język rosyjski był rozumiany w wielu krajach. Sam miałem łączność po rosyjsku z Włochem i nawet z rodowitym Niemcem. Okazało się, że studiował on w Leningradzie.

Nigdy nie wiadomo co i kiedy przydać się w życiu może...



Cdn.


 
 
Wit2 
ara


Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 1765
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2013-12-03, 21:23   

Zabawy z radiem, Część 6

Ta łączność którą wcześniej opisałem, odbyła się gdy miałem już pewne doświadczenie, także swój własny znak wywoławczy (Cool) i swoją radiostację (Trx).
Jeszcze w trakcie przygotowywania się do egzaminu, odbywałem swego rodzaju staż na urządzeniu klubowym. Był to transceiver (trx) wykonany metodą chałupniczą przez moich "radiowo starszych" kolegów. Trochę dziwna
konstrukcja ale zadowalająco pracująca. Stanowiła zaskakujące pomieszanie techniki półprzewodnikowej, układów scalonych oraz dwu lamp w wyjściowym wzmacniaczu. Miała tylko jeden przestrajany generator i obsługiwała tylko jedno pasmo - 80 m. Serce - filtr kwarcowy - miała też wykonany ręcznie przez tych kolegów. W czasie łączności zagranicznych mówiliśmy zgodnie z
prawdą : "My TRX is home made" (Mój TRX jest domowej roboty).
Pasmo 80 metrów nazywamy potocznie "krajowym" bo można na nim odbierać przede wszystkim stacje w promieniu od zera do ok 500 km za dnia i do ok. 3000 km nocą. Wyjątkowo jednak zdarzają się nienormalne warunki i słychać drugą stronę kuli ziemskiej a bliższe stacje mogą być wtedy niesłyszalne.
Taka strefa martwa dla bliskich nadajników jest typowa dla pasma 20 m ale nie dla 80 m !
Ze stacji klubowej pracowałem wpierw w obecności któregoś z licencjonowanych operatorów a potem miałem już tylko "zdalną kontrolę" i tym samym "wsparcie techniczne". Doświadczony kolega operator był w swoim domu i słuchał mnie przez radio. Mieliśmy umówiony sposób alarmowania w awaryjnych sytuacjach.
Starałem się być pilnym stażystą i nie była potrzebna interwencja. Świadomość że w każdej chwili mogę otrzymać pomoc fachową dodawała trochę pewności. Jednego wieczoru po włączeniu radia (tak będę nazywał skrótowo transceiver, czyli "trx"), przesłuchałem pasmo i wymieniłem
grzeczności z kilkoma kolegami. Był chyba wtedy piątek i stacje powoli milkły. Zauważyłem jakiś ruch w okolicy końca pasma (3,8 MHz) tam gdzie był wycinek dla łączności DX -sowej. Były jakieś rozmowy ale nie za wyraźnie odbierałem. Nie słyszałem żadnego wołania CQ (zaproszenie do łączności) a swoje znaki wymieniali bardzo szybko. Rozmawiających było co najmniej trzech. Starałem się zapisać chociaż jeden z ich o ile pamiętam to portugalski (CT). Rozmawiali niestety chyba po portugalsku lub hiszpańsku. Zorientowałem się, że na coś czekają. Tak jak by jeden z nich odbierał jakieś informacje. Może miał w drugim urządzeniu załączone inne pasmo? Po dłuższym czasie takiej urywanej rozmowy między nimi, jedna z tych stacji dała wywołanie CQ oraz podała : -- "entry in the list to Brazil " (otwieram zapisy na listę do Brazylii). Zainteresowało mnie to. Moje "wsparcie fachowe" chyba już zasnęło bo nie odpowiadał na wołania. Czekałem i nie miałem odwagi bez "wsparcia" zawołać. Sygnały były jakby coraz głośniejsze i jakieś stacje niemieckie (DL) zapisały się na tą listę. Potem były łączności. Pierwsza dziesiątka stacji przeprowadziła łączności i wymieniła raporty. Zorientowałem się, że ta stacja z CT była prowadzącą i podawała kolejno prefiksy z utworzonej listy a wtedy wymienione odzywały się, podawały swe dane i dostawały odpowiedz z Brazylii. Otwarto nową listę. Jako trzeci odważyłem się i podałem znak mojej stacji. CT potwierdził - "Serra Papa three, Ok, stand by, wait please" (SP3, ok, czekaj proszę). Byłem bardzo podniecony i spięty.
Wywoływane stacje podawały swoje pełne znaki i raporty, otrzymywały raporty od drugiej strony.
Zacząłem już dobrze słyszeć, jak im z drugiej strony oceanu PY odpowiada. Ciągle się martwiłem, czy mnie też usłyszy ? Jak przyszła na mnie kolej, miałem całkiem sucho w ustach.
Wypowiedziałem całą formułkę jak na egzaminie, łącznie z podaniem Imienia i swego QTH.
Usłyszałem odpowiedz (!!!) "ok, oms, you also 5,9 - good luck" (ok, kolego, tobie też 5 9 - powodzenia). Zatkało mnie... bo mnie usłyszał !!

Ale... nie miałem jego miasta a trzeba wpisać w rubrykę Dziennika !
Zamiast podziękować i się pożegnać, ośmieliłem się prosić o powtórzenie jego QTH. Podał "Brasil" - no tak, przecież wiedziałem że prefiks PY to Brazylia, ale jakie miasto ?
Wyobrażam sobie dzisiaj, co Brazylijczyk mógł sobie pomyśleć o tak nieporadnym nowicjuszu. Mimo to spokojnie wyjaśnił "Brazil in Brazil like Mechico in Mechico" (Brazylia w Brazylii jak Meksyk w Meksyku). Powinienem przecież wiedzieć że w Brazylii wybudowano nową stolicę w 'szczerym polu', super nowoczesne miasto i zaplanowane wcześniej w szczegółach.
Po zakończeniu tej łączności, zegar w kabinie radiowej wskazywał, że dochodzi godzina druga. Ale przecież czas mamy tam ustawiony w UTC bo w eterze taki obowiązuje !
W lecie nasz czas lokalny jest o dwie godziny do przodu, więc niedługo czwarta rano i słońce pewnie już zaczynało wschodzić. W piwnicy tego nie było widać.
Ten Brazylijczyk musiał być bardzo wyrozumiałym nadawcą, bo pomimo mej gafy i nieporadności, kartkę QSL otrzymaliśmy przez Biuro. I nawet było na niej moje imię...
QSL-ka wędrowała przez ocean pół roku ale doszła i była moim wkładem do klubowych zbiorów DX owych. A był to bardzo cenny DX, bo wzajemna tak daleka łączność na 80 metrach jest wyjątkowa.
Pamiętając o tym swoim gapiostwie, starałem się później też być wyrozumiałym dla innych, młodszych i mniej doświadczonych adeptów na "chams-ów" (nadawców).
----------

Może pokażę kilka potwierdzeń z Brazylii


z sympatyczną Teresą PT2TF miałem przyjemność mieć łączność na SSB i SSTV

Cdn.
 
 
Wit2 
ara


Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 1765
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2013-12-04, 11:27   

Zabawy z radiem, Część 7

Propagacja - to inaczej rozchodzenie się, rozprzestrzenianie się.
Fale radiowe odbierane są przez nas wtedy, gdy ich natężenie jest powyżej pewnego minimum stosownie do właściwości anteny i czułości naszego odbiornika. Aby mogły dotrzeć do nas, muszą przebyć drogę od nadajnika do naszej anteny. Czasem ta droga jest mocno zygzakowata, bo fale nie zakrzywiają się ale odbiją. Kolejno od troposfery i od ziemi lub oceanu. Propagacja fal krótkich (częstotliwość 3 do 30 MHz) zależy od wielu czynników.
vide
http://pl.wikipedia.org/w...a_fal_radiowych

W krótkofalarstwie największą rolę odgrywają fale odbite. Każdy zakres częstotliwości ma nieco inne właściwości rozchodzenia się i możliwości odbicia. Warstwy odbijające są na różnych wysokościach - od 50 km (warstwa D), przez 120 km (warstwa E), do 400 km (2 warstwy F). Te wysokości się różnie zmieniają.
Wysokości danej warstwy, zależy od pory dnia (dzień czy noc), pory roku (lato czy zima) oraz aktywności naszego Słońca. Szczególnie ważna jest obecność i ilość tzw. "plam słonecznych" - czyli ognisk wyrzucających intensywne promieniowanie powodujące jonizację warstw powietrza nad naszym globem (a także powstawanie zorzy polarnej).
Stwierdzono istnienie cyklu rocznego oraz cyklu 11 letniego aktywności Słońca, gdzie aktywność skokowo narasta. Jest też cykl 169 letni, gdy ponownie rozpoczyna się narastanie wartości całych cykli 11-to letnich.
W roku 1958 była kulminacja obu cykli i aktywność Słońca była bardzo wielka.
Ostatnie maksimum w cyklu 11-to letnim wypadło w roku 2012 a więc w 2013 jest minimum i zacznie się ponowny, stopniowy wzrost przez następne 10 lat. Przewiduje się, że najbliższa kulminacja maksimów obu cykli może mieć miejsce dopiero w 2127 roku.
W jonosferze zdarzają się też "burze magnetyczne" które mogą skutecznie zakłócać wszelkie łączności radiowe a nawet je całkowicie uniemożliwić przez pewien czas.
Dla potrzeb radiokomunikacji, wykonuje się też "Prognozy propagacji" publikowane w tematycznych wydawnictwach i Informatorach.

Jak to wygląda, stwierdziłem kiedyś sam. Wybrałem się pewnej letniej niedzieli (nie pamiętam niestety dokładnej daty) pogadać ze znajomymi przez radio. Załączyłem wszystkie konieczne urządzenia, skorygowałem zegar stacyjny i przygotowałem brudnopis do notowania znaków i danych z łączności. Po nagrzaniu nadajnika (konieczne, bo to był lampowy), sprawdziłem zestrojenie anteny. Wszystko było w porządku. Tylko nie wiadomo czemu, w odbiorniku nie było NIC słychać. Zupełnie nic ! Nawet po przekręceniu pokrętła wzmocnienia do końca, był tylko leciutki szumek z głośnika. Zacząłem zapalać i gasić żarówkę w pomieszczeniu - dało się wtedy słyszeć trzeszczenie. Czyli urządzenie odbiera fale od powstałych iskier. Wyszedłem na zewnątrz by sprawdzić co z anteną - wisiała spokojnie nadal i żadne uszkodzenie nie było widoczne. A odbiornik milczał jak zaklęty !
W każdą inną niedzielę, trudno było wcisnąć się między rozmawiających amatorów. Teraz nawet żadnych zakłóceń zwykle słyszalnych. Cisza w eterze !
Zrezygnowany, wybrałem taką częstotliwość na której najczęściej rozmawiałem, wziąłem mikrofon w rękę i podałem wywołanie :
"Wywołanie ogólne, wywołanie ogólne na dziwnie cichym dzisiaj paśmie podaje - Stefan Paweł trzy (tutaj znak klubowy), - może mnie jednak ktoś gdzieś usłyszy ? - proszę nadawać". Było to bardzo nietypowe "wywołanie" i nie całkiem zgodne z przyjętym regulaminem. Będąc przekonany że chyba mnie i tak nikt nie słyszy, dla pewności powtórzyłem te nieco żartobliwe wywołanie ponownie.
Nagle ! - omal nie przewróciłem się razem z krzesłem - z głośnika RYKNĘŁO !!! Miałem przecież wzmocnienie głosu ustawione przez siebie na maxa !
Odezwała się stacja z Krakowa. Tamten kolega śmiał się głośno i miał pretensje do mnie o to samo - ogłuszyłem go ! Ale wyjaśnił zaraz, że żartuje z tą pretensją bo uratowałem go od wielkiej roboty - zaczął już rozkręcać swoje urządzenie pewny że się zepsuło. Też miał taką dziwną nienormalną ciszę jak ja miałem. Prosił o chwilę cierpliwości, bo musi wkręcić śruby i postawić urządzenie na nóżki bo teraz ma swój trx obrócony "do góry nogami".

Takie to niespodzianki sprawić może nasze Słońce kochane... albo burze magnetyczne przez to Słońce wywołane !
---------
Przykładowe karty QSL ze wszystkich dziewięciu okręgów SP. Wybór przypadkowy...



Oraz QSL okolicznościowa



Cdn.
  
 
 
Wit2 
ara


Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 1765
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2013-12-10, 21:08   

Zabawy z radiem, cz. 8

Mogę powiedzieć, że miałem duże szczęście spotkać takiego wspaniałego człowieka jakim był kolega Janek SP3AXI. Całe życie poświęcił innym a szczególnie młodzieży. Cmentarz ledwie mieścił delegacje które samorzutnie zjechały z całego województwa Poznańskiego. Działał w harcerstwie,
spółdzielczości i krótkofalarstwie. Za swą działalność w łączności został odznaczony "Złotą Odznaką Honorową PZK."
vide -
http://pzk.org.pl/print.php?type=N&item_id=203
http://www.gazeta-rawicka...-jan-bonikowski


Jego staraniem odbyło się wiele letnich obozów harcerskich połączonych z kursem krótkofalarskim. Organizował też zawody i mityngi jak również wymyślił i doprowadził do skutku zawody "Leszczyński Polny Dzień" które odbywały się od 1978 roku do 1983, każdy pod innym hasłem przewodnim. Brałem udział we wszystkich. Pierwszy miał hasło "Wiatraki". W byłym woj. Leszczyńskim, wiatraków było prawie 100 !
Pozostali amatorzy z kraju i z zagranicy, otrzymywali od stacji nadających z terenowych obiektów, punkty i okolicznościowe QSL-ki. W "Wiatrakach" były one drukowane w postaci małego dyplomu.
Można go było potem powiesić sobie na ścianie lub wpiąć do skoroszytu czy teczki. Przy okazji, propagowane były zabytki rejonu Leszna oraz sama idea ochrony zabytków.
Chcąc wziąć udział jako "stacja organizatora", trzeba było wybrać z przesłanej listy jeden z obiektów (i drugi rezerwowy). Następnie, po akceptacji organizatora (by nie było za dużo chętnych na jedno miejsce), wystąpić do Państwowej Inspekcji Radiowej (PIR) o wydanie Zezwolenia na pracę z tego wybranego miejsca. Jak otrzymaliśmy takie Zezwolenie, należało pojechać na to miejsce, rozwiesić sobie antenę i od wyznaczonej godziny zacząć nadawać "Wywołanie w Leszczyńskim Polnym Dniu".
Jak widać, okres od pomysłu do realizacji był spory bo kilka tygodni. Wykorzystałem to w swoich łącznościach, propagując i zachęcając do udziału w zabawie. Dla najaktywniejszej stacji, przewidziano nagrodę niespodziankę a ja bardzo pragnąłem wygrać.
Wtedy jeszcze nie mogłem wystąpić pod własnym znakiem tylko pod klubowym. Razem ze mną pod upatrzony wiatrak pojechał Piotr, dobry telegrafista. Pozostali koledzy z naszego miasteczka zajęli inne pobliskie wiatraki jako że nie były bardzo daleko od naszych domów.
Zezwolenie było wydawane na ściśle godzinowo określony czas, taki jak był wymieniony w Regulaminie zawodów.
W tamtych latach, najatrakcyjniejszy film tygodnia był zawsze nadawany w soboty. Wtedy pustoszały nie tylko ulice ale też w eterze robiło się cicho. Zrobiłem sporo łączności, ale po jakiś czasie zabrakło już chętnych. Na moje wywołanie nikt już nie odpowiadał. Zacząłem teraz sam szukać innych stacji. Podział pasma 80 m jest sztywny - od 3.50 do 3,60 MHz - tylko telegrafia. Od
3,60 do 3,78 MHz - łączności foniczne. Kawałeczek od 3,78 do 3,80 MHz zarezerwowany tylko dla dalekich, DX-owych łączności. Najgorzej wtedy mieli nasi sąsiedzi ze wschodu (republiki byłego ZSRR) - im wtedy było wolno nadawać fonią jedynie na malutkim kawałeczku : 3,60 do 3,65 MHz. Dla
tego w tej części pasma panował zawsze niesamowity tłok, bo i nadawców było tam więcej niż u nas.
Jak na "naszej" części zabrakło chętnych, postanowiłem poszukać ich w tej zatłoczonej części.
Jeden z respondentów rozumiejący dobrze język polski, poprawił mnie w wymowie i "udarieniu" (akcent) i zacząłem dawać wywołanie po rosyjsku. Dodawałem dla zachęty : "Maja stancja rabotajet iz wietrnoj mielnicy. Eto architekturnyj pamiatnik. Kartczku QSL budu formu dipłoma".
Początkowo nie było tłoku ale po zmierzchu, gdy propagacja zwykle "odsłania" dalsze odległości, jeden z tamtejszych nadawców zrozumiał że pracuję jak "ekspedycja". Zaczął mi pomagać tworząc listę jak do DX-a.
Jak nadeszła godzina końca zezwolenia i także zawodów, nadal mnie wołano. Na koniec zapytali : "Zaczem nie otwieczajesz ? Uż nie choczesz ili nie magisz ?"
Odpowiedziałem : "Niet, niemagu, si czas kanieszno QRT".

Ale miałem najwięcej łączności i klub dostał nagrodę - wiatrak sklejony z zapałek !
W następnych latach odbyły się Szkoły; Dwory i pałace; Leśniczówki; Meeting LPD 82 (byliśmy pozbawieni nadajników w roku 82); na koniec cyklu - Świątynie zabytkowe w 83 r.
Na akcję "Dwory i pałace" udało mi się namówić do przyjazdu kolegów nadawców z Działdowa SP5LCG, Opola SP6CXY i Słupska SP2MK - Przebiegi tych imprez mile wspominam tak jak pozostali uczestnicy. Pozostały pamiątkowe plakietki, trochę amatorskich zdjęć i nasza pamięć.





Cdn.
  
 
 
Wit2 
ara


Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 1765
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2013-12-11, 11:39   

Zabawy z radiem, cz. 9

Wspomniałem poprzednio o Zawodach "Leszczyński Polny Dzień". Były też jedne pod hasłem "Leśniczówki". Na tą eskapadę dał się zaprosić kolega z Opola, Tadeusz SP6CXY. Już wcześniej znaliśmy się przez rozmowy radiowe a taka wspólna wyprawa to dobra okazja by poznać się osobiście i porozmawiać na absolutnie wszystkie tematy. Głównym tematem były (jak to przeważnie między nami), sposoby i miejsca poszukiwania części do wykonywanych przez nas urządzeń radiowych. Na tej leśniczówce wybranej dla nas, miałem okazję wypróbować rozwieszanie i strojenie anteny, która przywiózł ze sobą. Z jednym masztem i ze skośnymi ramionami strojonymi "krokodylkami". Od swego kształtu wzięła nazwę "inverted V" Przyjechał z jeszcze jednym kolegą. Leśniczówka była wspaniała a Leśniczy ze swoją żoną namawiali nas zaraz na brydge'a bo akurat zebrał się komplet ! (Hi) - jeden nadawał a czterech grało. Kto był 'dziadkiem' szedł pomagać nadawać (Hi).
Często potem spotykaliśmy się przez radio z Tadeuszem. Któregoś wieczoru, załączyłem trx-a o umówionej godzinie i częstotliwości i dałem wywołanie kierunkowe tylko dla jego stacji, Tadeusz się nie zgłaszał. Po kilkunastu minutach zmieniłem na 'wywołanie ogólne'. Nadal cisza. Podałem wywołanie literując "międzynarodowo" - od razu odpowiedziała stacja włoska. Po wymianie raportów, słyszę, że stacja z Italii wymienia znak Tadeusza przepraszając go, że nie może jemu odpowiedzieć w tym miejscu bo ta częstotliwość jest moja a nie stacji włoskiej.
Wynikało że wołaliśmy się z Tadziem wzajemnie na zbliżonych częstotliwościach nie słysząc się wcale. To nietypowa propagacja zrobiła nam psikusa. Podałem Tadziowi "via Italia" nowy termin i wcześniejszą godzinę na następny dzień. Oczywiście za pośrednictwa tego Włocha, bo nadal nie słyszeliśmy się wzajemnie. Niecodzienne warunki spowodowały że Polska była tego wieczoru strefą martwą dla nas i byliśmy słyszani dopiero powyżej tysiąca kilometrów od naszych anten.
Jest u nas taki zwyczaj, że częstotliwość jest tej stacji, która pierwsza zaczęła na niej prowadzić łączności. Dla tego, przed pierwszym wywołaniem wypada zapytać, czy częstotliwość jest wolna. To, że my nikogo tam nie słyszymy nie znaczy że nikogo nie ma, bo inni mogą słyszeć dalszą stację i z nią rozmawiać. A rozmawiać możemy przecież TYLKO na zmianę, przekazując sobie kolejno głos i wymieniając swe znaki. Nazywa się to "simpleks" w odróżnieniu od telefonicznego "dupleksu".
Nie należy mówić ponad trzy minuty za jednym wejściem - takie są zasady.
Jednego roku przejeżdżając przez Opole, już nie spotkałem się z miłym Tadziem. Odszedł bowiem do "krainy wiecznych łowów na DX sy". Może i dla mnie tam miejsce zagrzeje ?

Innego dnia w podobnych okolicznościach miałem łączność, też z Włochem. Włoch wołał stacje włoskie, które go nie słyszały, ale wymieniał swój znak "literując międzynarodowo". Ponieważ nikt mu nie odpowiadał, zawołałem go i wymieniliśmy zwyczajowe informacje konieczne do zaliczenia pełnej łączności. Zauważyłem jednak iż operator nie jest zbyt wprawny. Na koniec miał pytanie
którego nie potrafił sprecyzować - powtarzał moje SP... i brakło mu określenia. Myślałem że chce potwierdzenia, czy mój znak odebrał prawidłowo.
Podałem : "Yes OK, my Cool It is correct - SP" (Tak, OK, mój znak jest prawidłowy - SP)
Jemu nadal coś nie pasowało. Zdobyłem się na odwagę i zaproponowałem : "Amigo, prega di parlare italiano, Si prega di parlare lentamente, il trenta per cento capite" (przyjacielu, proszę mówić po włosku, proszę mówić wolno, 30 % rozumiem). On na to : "Che cosa e questo paese SP, questo paese SP, il mio e l'Italia -Mark I".
No to teraz wiem o co chodzi - on nie znał prefiksu Polski i głowił się z jakim to krajem miał łączność.
Odpowiedziałem : "My country; mio paese - is Poland, Pologne, Polonia, Polacco - capito ?". No to teraz zrozumiał i ucieszył się bardzo : "O, Polacco, molto bene, molto bene grande, grazie mille... " - no i włączył grad słów podobny do karabinu maszynowego.
Dobrze, że poprzednio poprosiłem o wolną wymowę, bo pod koniec to ledwo 2% mogłem zrozumieć.
Ale kartkę QSL przysłał szybciutko w dodatku - co było dla nas wtedy nowością - wydrukowaną na komputerze. Tego komputera to mu wtedy bardzo zazdrościłem !!
Nawet jak przytoczyłem tą rozmowę nie dość dokładnie, to nie zmieniłem sensu !
Dzisiaj już nie pamiętam jego znaku. Pamiętam tylko, że nadawał z Torino. Innych włoskich potwierdzeń przybywało potem sporo, nawet garść łączności cyfrową techniką (PSK31) a też w formie gotowych obrazków (SSTV).
Ale to zdarzenie z przyjemnością sobie wspominam.

Dołączę kilka potwierdzeń z Italii

Oraz jedną okolicznościową :


Cdn
 
 
Wit2 
ara


Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 1765
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2013-12-12, 00:28   

Zabawy z radiem, cz. 10

Wspominałem, że konstrukcja radia jak też jego obsługa wymaga nieco wiedzy technicznej. Trochę ogólnych pojęć trzeba mieć aby rozumieć normalne i też anormalne przypadki spotykane w łącznościach radiowych. Łączność, to w najprostszym ujęciu - przekazywanie, (często w dwie strony), wiadomości. Fale radiowe rozchodząc się w przestrzeni, mogą takie wiadomości przenosić. Ale jak te nasze "wieści" przeznaczone do wysłania "przyczepić" do tych fal ? Takie "przyczepianie" nazywamy modulacją. Jak przyczepiona informacja ma być użyteczna, to odbiorca musi wydzielić ją z odebranego sygnału, czyli zdemodulować. Inaczej można nazywać to "detekcją". Jeśli nasze urządzanie potrafi modulować i też demodulować, możemy powiedzieć skrótowo, że jest to "modem" (z połączenia modulacja - demodulacja).

Jest kilka rodzajów i wiele odmian modulacji, lub sposobów 'doczepiania' tego co chcemy przesłać. Podstawowymi rodzajami to :
Modulacja amplitudy (AM) - stosowana na falach długich, średnich i krótkich.
Modulacja częstotliwości (FM) - stosowana w zakresie ultrakrótkim tzw. UKF
Modulacja fazy (PM) - np. PSK31 (radioamatorzy)
Modulacja impulsowa - do przesyłania tekstów, obrazów, danych binarnych itp. zwana potocznie emisją cyfrową.

Najstarszym sposobem przesyłu to modulacja amplitudy. Na osi częstotliwości zajmuje ona taką szerokość jak podwójna informacja przesyłana. Częstotliwości akustyczne odbierane przez ludzkie ucho, zawierają się od 50 Hz do 19000 Hz. Jeśli ten zakres jest ograniczony, to odbiór muzyki staje się bezbarwny. Zatem emisja audycji muzycznych nadawanych AM, musi zajmować zakres co najmniej 40 kHz lecz istotna informacja zawarta jest zaledwie w 19 kHz. Dla zrozumienia mowy, wystarcza jednak zakres 0,3 do 3 kHz. I tak jest w telefonach i radioamatorstwie.
Dla wypromieniowania audycji AM, trzeba wysłać energię wcz (wielkiej częstotliwości), która rozkłada się tak : - 50% przypada na środkowy punkt wysyłanego sygnału (tzw. nośna) a po 25% na boczne częstotliwości (zwane wstęgami). Odpowiednio górną i dolną.
Tym dalej będzie nas słychać im z większą mocą wyślemy swą informację. Ale krótkofalowcy mają moce limitowane ! Wymyślono więc, by całą moc dostępną przeznaczyć na wybraną jedną wstęgę boczną. Staje się ona wtedy cztery razy silniejsza w ramach tej samej przydzielonej nam mocy. Taką modulację nazywa się SSB (ang. Single Side Band). I taką modulację stosują powszechnie krótkofalowcy. Aby ją można odbierać, koniecznym jest odpowiednie dostosowanie swojego odbiornika. Należy w odbiorniku zainstalować generator wcz o częstotliwości środkowej, usuniętej przy nadawaniu. Dla tego nie usłyszymy radioamatorów w powszechnie stosowanych odbiornikach radiowych.

Aby wytworzyć sygnał zmodulowany amplitudowo, musimy zmieszać częstotliwość radiową z częstotliwością akustyczną. Na wyjściu takiego mieszacza będzie sygnał pożądany i kilka innych niechcianych.
Zatem podzespół mieszający sygnały staje się modulatorem. Jest wiele typów mieszaczy i niektóre z nich "potrafią" z 2 sygnałów wejściowych wytworzyć nie tylko taki jak nam potrzeba lecz jeszcze wiele niepotrzebnych lub wręcz szkodliwych. Mogą "namieszać nam" tyle, że zaczynamy słyszeć (lub nadawać) nawet to, czego... wcale nie ma !!!
Najlepiej zastosować mieszacz "podwójnie zrównoważony". Nic nie jest idealne ! Dlatego opłaca się włożyć sporo pracy w dokładne wykonanie. No i każdy mieszacz MUSI współpracować z odpowiednimi filtrami, przepuszczającymi tylko to, co nam jest potrzebne ! Literatura tematu, podaje cały szereg częstotliwości, których NIE należy ze sobą mieszać z uwagi na niepożądane produkty wyjściowe.
Gdy chcemy wysłać sygnał SSB, musimy odciąć częstotliwość środkową (tzw. nośną) - pobierającą 50 % mocy. I jedną ze wstęg bocznych. Najlepiej byłoby przepuścić zmodulowany sygnał przez jakieś "elektryczne" bardzo wąskie okienko, tak by przeszło tylko to co chcemy. Zatem powinien to być filtr elektryczny z bardzo stromymi brzegami. Najbardziej strome brzegi ma kryształ kwarcu pobudzony elektrycznie do rezonansu. Jak odpowiednio połączymy 4 rezonatory kwarcowe (a jeszcze lepiej - 6), to będziemy mieć prawie to o co nam chodziło. Tak więc filtr kwarcowy jest jednym z najlepszych sposobów formowania sygnału SSB. Przy odbiorze sygnałów SSB, tenże filtr w połączeniu z malutkim, słabiutkim (też najlepiej kwarcowym) generatorkiem odtworzą nam sygnał taki jaki był przed "obcięciem". Ten generatorek nazywamy "BFO" (Beat Frequency Oscillator) inaczej - generator zdudnieniowy.
W naszym klubowym urządzeniu, działał taki filtr amatorsko wykonany przez mozolne strojenie poszczególnych kwarców. Dzisiaj można kupić takie o wiele lepsze filtry wykonane fabrycznie. Już nie trzeba dostrajać kwarców zmazywaniem gumką drobin srebra z okładzin (mniejsza waga = odrobinę większa częstotliwość rezonansu) lub zmniejszanie częstotliwości przez pocieranie kwarcu złotą obrączką.
Jest też odmiana filtru kwarcowego zwanego "drabinkowym" z szeregu jednakowych rezonatorów kwarcowych.
Jako "serce" naszego budowanego urządzenia, możemy zamiast filtru kwarcowego zastosować filtr "elektromechaniczny" złożony z szeregu krążków ceramicznych. Jest on jednak wykonywany na niższe częstotliwości. Przeważnie na 500 kHz. To wymaga dodatkowej przemiany pcz. czyli dodatkowych mieszaczy.
Powyższe dotyczy jedynie modulacji amplitudy która przeważa na falach krótkich. Modulacja i demodulacja częstotliwości (FM) stosowanej na UKF, wykonywana jest inaczej.

Znawcy tematu mogą mi zarzucić wiele nieścisłości. Ja jedynie streściłem zagadnienie upraszczając techniczne zawiłości aby nie zniechęcać czytających.
No i aby przybliżyć trochę problemy "domowej budowy" własnego Trx-a.



Foto 1 i 2 - płytka wycięta z kryształu kwarcu pokryta po obu stronach warstewką srebra i umieszczona w kontaktach elektrycznych.
Foto 3 - dwa rezonatory zalutowane w kubeczkach. Mały wymiar = wysoka częstotliwość.

Cdn.
  
 
 
Wit2 
ara


Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 1765
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2013-12-12, 01:52   

Zabawy z radiem, cz. 11

Tak jak wspomniałem, wszystkie te sprawy bardzo mnie wciągnęły. Tylko Żonę nie zdołałem namówić, chociaż nie tyko tolerowała moje zajęcia, ale "życzliwie znosiła". Może nawet zbyt zanudzałem otoczenie swoją pasją ? - trudno mi to ocenić.
Pozwolenie i Znak już miałem, nie miałem tylko urządzenia. Po analizie schematów, swoich możliwości i dostępnych warunków technicznych, zdecydowałem się na budowę Trx-a na 5 pasm KF w oparciu o schemat z "Radia 77". Udało mi się nabyć filtr elektromechaniczny razem z dwoma "pilotami" dla obu wstęg.
Z domu mogłem w tym czasie nadawać w paśmie 2 metrów (144 MHz) na UKF. Był to przestrojony na pasmo amatorskie, demobilowy radiotelefon milicyjny typu "FM-315" o mocy jednego wata. Starczała do rozmów w obrębie miasteczka i okolic a nawet pozwalała osiągnąć przemiennik poznański. Janusz pomógł zdobyć odpowiednie kwarce a Andrzej podzielił się praktyką w wykonaniu anteny "Big Star". Po czasie dokupiłem sobie lepszy ale ten 'stary' nadal działa. Bakcyl radiowych rozmów w Klubie mocno mnie jednak absorbował, więc mozolna budowa mojego Trx-a na KF bardzo wolno się posuwała.

A zdarzyło mi się wtedy kilka bardzo miłych rozmów. Jedna z nich, była z Polakiem zamieszkałym we Francji.
Patrząc na mapę, to Francja nie jest dalej niż Włochy i Sycylia, jednak niesłychanie rzadko można na 80-ciu metrach kogoś stamtąd usłyszeć. Widocznie wtedy zmieniła się propagacja, bo odebrałem znak F5LWV. Nie
będąc pewien czy mnie usłyszy - zawołałem. Moje zdumienie było wielkie bo... odpowiedział po polsku.
Podawał wtedy swoje QTH - Dunkierka i zaczął mi tłumaczyć, gdzie ta miejscowość leży i że jest w regionie Nord-Pas-de-Calais. Odparłem, że przecież Polakowi nie trzeba tłumaczyć gdzie walczyli polscy żołnierze i
gdzie leżą miejsca ich walk !
Zapytał wzruszony "To nas jeszcze w Kraju pamiętają ?"
Został ranny w trakcie walk przy ewakuacji korpusu do Anglii a ukryła go oraz leczyła młoda Francuska. Historia jakich wiele w polskich dziejach. Brał udział w naszych polskich zawodach radiowych ale przeważnie w paśmie 20 m (14 MHz), bo tam łatwiej na te odległości. Już kończyliśmy tą naszą pierwszą
łączność, gdy nagle zaczął dobijać się do nas inny Francuz. Okazało się, że też Polak. Obaj znali się z radia i mieli ze sobą dużo wcześniejszych łączności ale zawsze po francusku. W dodatku ten drugi był ociemniały.
Trochę zabawne było usłyszeć jak francuskie stacje mówią do siebie : "To Ty jesteś Polak ? - A Ty też Polak, czemuś wcześniej nie mówił ?...".
Jeszcze w styczniu 2004 roku Eugeniusz przesłał mi życzenia "100 lat" wypisanych na QSL-ce. Była to łączności na 14-tce z naszym znakiem okolicznościowym SN750SR uruchomionym z okazji 750 lat nadania praw miejskich naszej mieścinie.
Niestety, już jest SK. (SK = 'Silent Key' - oznacza 'ucichły klucz', w znaczeniu że już nigdy nadawać nie będzie - zakończył żywot. Znak sk oznacza też koniec nadawania w telegrafii)
Propagacja wtedy poprawiła się na krótko tak, że sporo stacji polskich zaczęło wołać tych Polaków z francuskimi znakami. Niestety, nie zrobili wielu łączności, bo przecież drugi musiał 'Brajlem' notować podawane dane, co zajmowało sporo czasu.

Pośród wielu mile wspominanych łączności były też prowadzone z rodowitym Polakiem obywatelstwa szwedzkiego SM6 N # #. Był wychowywany od niemowlęcia w zastępczej rodzinie szwedzkiej z zachowaniem imienia Piotr i swojego polskiego nazwiska. Rodzice jego zginęli w obozie nazistowskim. Po
skończeniu szkół zaczął pracować w przedsiębiorstwie które miało swe przedstawicielstwo też w Polsce. Potrzeba było zwiększyć obsadę, więc szefowie powiedzieli : "Pojedziesz do Polski, bo przecież jesteś z pochodzenia Polakiem.". Ale ja nie umiem słowa po Polsku ! - zaoponował. "To szybciej się nauczysz niż rodowity Szwed - jedziesz !".
Szefowie mieli rację, tym bardziej, że w Gdańsku do nauki polskiego włączyła się młoda polska Basia. Po latach Piotr sam przyznawał - żadna Szwedka nie była by tak zaradna i oszczędna jak Basia, moja żona.
Wspaniałe efekty takiej nauki Piotra słychać było doskonale przez radio i korespondentów mu nie brakowało. Jak powrócił do Szwecji, wieczorami lubił sobie pogawędzić. Nie raz takie rozmowy odbywały się w większych grupach, przekazując sobie kolejno mikrofon w kółeczku. Zebrał nawet kilka adresów od
częściej uczestniczących w wieczorno - nocnej paplaninie a moje zaproszenie do wizyty też przyjął. No i pewnego razu zajechał, mając za 'przewodnika' kolegę ze Szczecina, chociaż moim zdaniem świetnie by obył się bez niego.
Zobaczył jak mieszkamy, jak wygląda nasz Klub i sprzęt i czym się zajmujemy. Bardzo zaciekawił go nasz Trx przez który rozmawialiśmy zawsze z nim. Pokazałem jak jest zbudowany, odkręciłem pokrywy i objaśniłem co i gdzie jest strojone. Zdziwił się, że wszystkie najdrobniejsze detale były ręcznie obierane i lutowane. Powiedziałem : - przecież zawsze mówiłem, że nasz Trx jest "home made", czyli domowy wyrób !
U nas - odpowiedział - oznacza to samodzielny montaż gotowych fabrycznych zespołów i zamknięcie ich w dostarczonym pudełku, a nie budowanie wszystkiego od zera.
Pokazałem mu papierowy worek pełen nieoznakowanych oporników. Właśnie niedawno przywiózł go z Warszawy kolega Zbyszek, jako darmowy "odrzut produkcyjny" dla celów dydaktycznych. Trzeba je tylko cierpliwie samemu pomierzyć, powkładać do przygotowanych opisanych szufladek i można budować urządzenie - powiedziałem.
Piotr pokręcił głową, spytał czy może zrobić zdjęcie i popstrykał nasz Trx z wielu stron - pokaże to kolegom w Szwecji - powiedział.
Jakoś po kilku miesiącach, spytał 'via radio' czy może nas odwiedzić jego kolega Lars też krótkofalowiec. Oczywiście że może ! Lars przyjechał z synem (w wieku mojego młodszego) i z... wieloma kartonami przeróżnych części elektronicznych pozbieranych od kolegów krótkofalowców szwedzkich.
Może nie wszystko, ale z pewnością znaczna część tego "bogactwa", została przez nas zagospodarowana.

Czy w ten sposób chcieli spłacić skutki szwedzkiego "potopu" czy też ekologicznie zutylizować swoje resztki - oto jest pytanie ?... oczywiście tylko żartobliwe :)
Tak czy siak - przydało się to nam w Klubie.





Cdn.
 
 
Wit2 
ara


Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 1765
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2013-12-12, 20:51   

Zabawy z radiem, cz. 12

Pośród wielu łączności na 80 metrach, utkwiła mi jeszcze jedna, trochę niezwykła w swym przebiegu. Było to po roku 1978, gdy Polak został wybrany na Papieża.
Bardzo dużo krótkofalowców polskich a pewnie też z innych krajów liczyło się z możliwością usłyszenia w eterze znaku HV przydzielonemu państwu Watykan. Ale na to przyszło jeszcze zaczekać. Dysponowałem wtedy jedynie pasmem 80 metrów z Trx-sa klubowego. Wieczorami propagacja zwykle się zmienia umożliwiając dalsze łączności. Dawałem "wywołanie ogólne" licząc na jakąś nową łączność lub też 'starego' znajomego do pogadania.
Zawołała mnie stacja z Norwegii, Słyszalność była dobra i wymieniliśmy zwyczajowe informacje. Chciałem już się pożegnać, gdy korespondent poprosił o chwilę cierpliwości bo przekaże mikrofon drugiej osobie. Myślałem, że zgłosi się zaraz jego kolega. Jakiś czas była cisza. Ponagliłem, że ja nic nie odbieram ale nadal słucham. Usłyszałem naraz bardzo wyraźnie "Dzień dobry a właściwie dobry wieczór" wypowiedziane po polsku i wyraźnie kobiecym głosem. Ucieszyłem się, podałem raport po polsku i angielsku, wymieniłem znaki i poprosiłem o raport oraz imię tej osoby mówiącej po polsku i przekazałem mikrofon do Norwegii. Cisza. Ponowiłem pytanie. Odezwał się Norweg podając, że za chwilę znowu przekaże mikrofon osobie obok siebie. Zrozumiałem, że to z jego stacji odezwała się ta dziewczyna. Po chwili usłyszałem "dzień dobry ponownie, na imię mam Maria". Było oczywiste, że ta Maria nie była obyta ze zwyczajami obowiązującymi w naszych łącznościach. Dziwiło mnie tylko, że odzywa się z indywidualnej stacji a nie klubowej. Wg. naszych przepisów, znak stacji jest przypisany ściśle do danej osoby. Tylko ze stacji klubowej może nadawać więcej osób ale sufiksy znaków klubowych wyróżniają się. Można umożliwić innemu Nadawcy rozmowę z naszej stacji ale musi mieć swój znak indywidualny i wtedy koniecznie trzeba wymieniać oba znaki - nadawcy i gospodarza (Np. SP4SCT / DL2WG gdy Polak nadaje od kolegi Niemca z DL-u). Dowiedziałem się potem, że w Norwegii jest inaczej. To stacja ma swój znak, tak jak samochód ma swój numer rejestracyjny. Można pożyczyć komuś swój samochód i można też stację ale właściciel za to odpowiada. Co kraj, to obyczaj.
Dowiedziałem się w końcu, że ta Maria jest zakonnicą w Norwegii i została wybrana na przewodniczkę grupy pielgrzymującej do Watykanu na spotkanie z Papieżem. A z radiostacją nie miała wcześniej żadnej styczności. Z racji, że Polak został Papieżem, ma teraz Maria dużo więcej poważania w swym Zgromadzeniu a to jej odezwanie się, było sprawdzeniem czy nie zapomniała języka polskiego.
Życzyłem spokojnej i satysfakcjonującej pielgrzymki jej i pozostałym uczestnikom.
Nie chciałem naruszać naszych przepisów wykluczających niektóre tematy.

Oczywiście, nie był to jedyny damski głosik słyszany na amatorskich częstotliwościach. Na kursach była zawsze grupa dziewczyn (ok. 30%) i w ogromnej większości radziły sobie dobrze na egzaminach. Także na obozach chętnie pracowały z klubowych stacji, przyciągając swym miłym dziewczęcym głosem wielu respondentów. Schody zaczynały się w uzyskaniu własnej aparatury. Dla chłopaków też to wtedy było dużą przeszkodą. Najczęściej słychać dziewczyny pod 'własnym znakiem' wtedy gdy ojciec, brat lub mąż posiada swoją radiostację. Niektóre były o wiele sprawniejsze w zawodach czy konkursach radiowych od swoich kolegów. Wiele z tych "zapalonych" dziewczyn z przyjemnością "obsługiwało" stacje znaków okolicznościowych lub obozowych, przyjeżdżając właśnie w tym celu do miejsca nadawania. Np. przemiłą Grażynkę można było spotkać nadającą z różnych stacji we wszystkich częściach kraju.
Jednego roku, wybrałem się z urlopową wizytą do wielu kolegów i klubów objeżdżając spora część Polski. Zajechałem też do Krakowa. Pod Krakowem dostało mieszkanie młode małżeństwo krótkofalowców. W "podróż poślubną" wyjechali za granicę i znajomi byli pewni, że powrócą z własnym używanym samochodem który był obiektem pragnień wielu Polaków w tamtych czasach. Zawiedli się srodze, bo młodzi zamiast samochodu przywieźli sobie transceiver fabryczny !! Miałem okazję odwiedzić ich i to "cudo" zobaczyć na własne oczy. Ale nie wszyscy marzą o samochodach. Bożena SP9M # # jest czynnym i aktywnym nadawcą do dzisiaj. Założyła klub nadawców kobiet (SP YL Club), corocznie organizuje zawody "SP YL Contest" a teraz jest nawet prezeską oddziału PZK w Krakowie.
Proszę koniecznie poczytać :
http://www.sp9pkz.republika.pl/201.htm

oraz publikowane są wyniki zawodów np :
http://www.sp9pkz.republi...test%202013.pdf

Dla wyjaśnienia - YL (ang. young lady) - oznacza w naszym slangu dziewczynę
a XYL - oznacza żonę.

Wszystkich łączności wartych pamięci i wspomnienia nie dam rady opisać. Miejsca by to zajmowało dużo a mało by mówiło czytającym nie związanym z radiową pasją. Bywa, że są ludzie nałogowo grający w karty. Inni lubią ryzyko lub zbieractwo czy kolekcjonerstwo. W łącznościach przez radio pewnie też coś fascynującego i przyciągającego musi być.
Jedno jest pewne - poza satysfakcją i zajmowaniem sporej ilości czasu są same problemy. Ale ta bezinteresowna chęć kontaktów z innymi ludźmi na pewno nam samym coś daje.
Przy okazji takich kontaktów dowiadywałem się o istniejących niewielkich różnicach zależnych od kraju zamieszkania. Np. w krajach byłego ZSSR, każdy nadawca musiał wykazać kartami QSL, minimum 100 łączności rocznie aby nadal zachować swój znak. Niektóre kraje nie prowadziły zbiorowego przekazywania potwierdzeń (brak Biura QSL), inne kazały naklejać swoim na wysyłane karty, specjalne znaczki opłaty. Nadawcy rozchwytywanych znaków (np. DX) wymagały przesłania im razem z naszą kartą, kuponu pocztowego na odpowiedź - IRC (international reply coupon). Jeszcze inni, szczególnie z dalekiego wschodu, wymagali dodatkowego dołączenia koperty adresowanej do siebie, na której potem dopisywali też swoje japońskie czy chińskie znaczki przed wysyłką do nas. Nie raz atrakcyjna stacja podawała już w czasie łączności "QSL only direct" co powodowało pracowite wyszukiwanie adresu pocztowego tego nadawcy, lub jego "QSL- menage". W USA wydawano corocznie wielce opasłe tomisko pod nazwą "RACallbook" z adresami wszystkich krótkofalowców na świecie (którzy wyrazili na to zgodę). Zdobycie takiego wydawnictwa było poza możliwością normalnego nadawcy w Polsce. Nasze PZK udzielało zatem takich informacji. Pod koniec zeszłego wieku, gdy zaczęły wchodzić komputery w coraz powszechniejsze użycie, pokazały się takie spisy adresowe już na CD-romach.( HamCall DVD). Obecnie te dane dostępne są bezpośrednio w Internecie, gdzie po wpisaniu szukanego znaku otrzyma się wynik po podaniu znaku własnego. Tak to Świat się zmienia w szybkim tempie.
Jeden z kolegów podał takie określenie :
"Krótkofalarstwo jest najbardziej humanitarną pasja człowieka. Wszelkie środki i urządzania techniczne służą jedynie bezinteresownemu kontaktowi z drugim człowiekiem"
I ja się z tym zgadzam !

Postaram się przy następnej okazji pokazać jeszcze kilka ciekawych, otrzymanych kart.
Dziękuję za uwagę a błędy proszę wybaczyć.

PS - część znaku swojego i niektórych wymienionych tutaj, zastąpiłem znakami # #.
Forum jest przecież anonimowe więc i piszący ma prawo anonimowość zachować !
 
 
nevra 
na czytanie ze zrozumieniem najlepsze są tabletki



Pomogła: 3 razy
Dołączyła: 01 Lut 2006
Posty: 8124
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2014-07-28, 09:26   

Pisałeś, że napisałeś coś nowego, a ja szukam, i nie widzę. Albo ja jestem ślepa, albo... ;)

Pokaż kolejne karty, fajnie tak się poznaje świat. :)
_________________


kochane małe futrzaczki
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Google
 
Web bociany.org.pl